cerkiew.pl

Cień Bożego Narodzenia

tłum. Gabriel Szymczak, 11 stycznia 2019

Boże Narodzenie może czasem być zbyt wygodne. Dni święta Narodzenia Pańskiego celebrowane są w cerkwiach, w domach wręczane są prezenty, w kuchniach przygotowuje się tradycyjne potrawy. Podczas gdy wszystkie te wydarzenia mogą wynikać z dobrych intencji, często wskazują nam raczej na nostalgię niż żywą wiarę. A nostalgia może być niezdrowa. Im bardziej skupiamy się wyłącznie na ozdabianiu choinek, tym bardziej tracimy z oczu prawdę, która spoczywa w żłóbku w Betlejem i to, co Jezus Chrystus oznacza dla naszego życia.

Radość z narodzin Chrystusa jest prawdziwa i powinna być celebrowana. Jednak autentyczna celebracja nie powinna otępiać naszych sumień i ukrywać cierpienia. Powinna przekształcać je z prawdziwą miłością, która jest czymś więcej niż zwykłym uczuciem. Dotyczy to również świąt Bożego Narodzenia.
Boże Narodzenie ma koszt, który jest znacznie większy niż suma, którą płacimy za prezenty, lub czas, jaki poświęcamy na przygotowanie jedzenia. Być może zapomnieliśmy o tym koszcie lub postanowiliśmy go zignorować, ale on nigdy nie zniknie. Zło jest prawdziwe i nadszedł czas, aby ponownie zapoznać się ze złowrogim cieniem, który czai się tuż przed grotą Betlejem.

Niemiecki pastor Dietrich Bonhoeffer przypominał:
Tak bardzo przyzwyczailiśmy się do idei boskiej miłości i Bożego przyjścia podczas Narodzenia Chrystusa, że nie odczuwamy już dreszczu strachu, który Boże przyjście powinno w nas obudzić. Jesteśmy obojętni na to przesłanie, przyjmując jedynie to, co przyjemne i co chcemy zaakceptować, zapominając o poważnym aspekcie, który Bóg świata przybliża ludziom naszej małej ziemi i zostawia nam jako Swoje żadanie. Przyjście Boga jest naprawdę nie tylko radosną nowiną, ale przede wszystkim przerażającą nowiną dla każdego, kto ma sumienie.

W środku cerkiewnych celebracji narodzin Chrystusa słyszymy czytanie z Ewangelii św. Mateusza, cytujące proroka Jeremiasza i mówiące nam co następuje:
"Krzyk usłyszano w Rama, płacz i jęk wielki, Rachel opłakuje swe dzieci i nie chce utulić się w żalu, bo ich już nie ma" (Mt 2, 18).
Co się stało? Niedawno otworzyliśmy prezenty i powitaliśmy się nawzajem słowami: "Chrystus się rodzi! Wychwalcie Go!", a teraz liturgia Kościoła mówi nam, że w całym kraju jest straszny smutek.

11 stycznia przypada w Cerkwi wspomnienie rzezi niewinnych dzieci, dokonanej przez króla Heroda. Ten dzień jest przypomnieniem dla prawosławnych chrześcijan, że nasza wiara ma koszt i że Bóg stający się człowiekiem jest wielką radością, ale także wielkim zagrożeniem dla potęgi świata.
Jedną z pierwszych osób, które postrzegały narodzenie Chrystusa jako zagrożenie, był król Herod z Jerozolimy, który dowiedziawszy się o narodzinach Chrystusa, nakazał masowe zabijanie chłopców poniżej 2 roku życia w Betlejem, aby ochronić swoją władzę polityczną. Tradycja prawosławna podaje 14.000 jako liczbę dzieci zamordowanych. Kondakion na ten dzień używa słów, które dramatycznie opisują ten horror:
"Gdy Król urodził się w Betlejem, Mędrcy przybyli ze wschodu. / Prowadzeni przez gwiazdę na wysokości, przynieśli Mu dary. / Ale w gniewie swoim, Herod skosił niemowlęta jak pszenicę; / lamentując, że władza jego królestwa dobiegła końca.”

Wyobraź sobie, że 14 000 dzieci w twojej społeczności zostaje "skoszonych jako pszenica"...
Wyobraź sobie przygotowany przez rząd pogrom, który uśmierca każdego chłopca poniżej drugiego roku życia w twoim mieście...
Wyobraź sobie odbywające się w twojej parafii niezliczone pogrzeby dzieci, zabitych tylko dlatego, że Jezus Chrystus urodził się gdzieś w pobliżu...

To zdarzyło się nie tylko dwa tysiące lat temu - dzieje się także dziś na starożytnych ziemiach chrześcijańskich, gdzie to, co widzimy, można nazwać jedynie ludobójstwem. W ubiegłym roku świat został zbombardowany przerażającymi obrazami ścinania głów chrześcijan i obserwował, jak chrześcijańskie wspólnoty są wyrywane z ich historycznych korzeni i niszczone. Prześladowania chrześcijan, które kiedyś uważano za ograniczone do historii, dziś znowu mają miejsce.

Król Herod ma wielu współczesnych następców, a tysiące niewinnych ludzi nadal są "koszeni jak pszenica" jedynie z powodu wyznawania chrześcijańskiej wiary. Oprócz tego prześladowania, aborcja na żądanie nadal jest katastrofą ludzką w Stanach Zjednoczonych, a także w krajach prawosławnych.
Rachel rzeczywiście płacze, bo jej dzieci już nie ma.

Narodziny Jezusa Chrystusa przypominają, że bycie prawosławnym chrześcijaninem oznacza wiosłowanie w górę rzeki pod prąd świata.
Miłość Chrystusa nie polega na świętowaniu radości prawosławia i ignorowaniu smutków. Prawdziwa miłość obejmuje i jedno, i drugie, łączy je przekształcając w coś pięknego.

Prawosławie nigdy nie jest wygodne. To świadomy wybór, aby żyć życiem ofiarnym i wyróżniać się w sposób, który budzi pogardę mających władzę. Żyć jak prawosławny chrześcijanin to być naznaczonym przez świat.

Uhonorowanie pamięci 14 000 dzieci zabitych przez króla Heroda przypomina prawosławnym chrześcijanom, że Słowo, Które Stało Się Ciałem, przynosi rzeczywisty koszt, za który wszyscy musimy wziąć odpowiedzialność. Zbyt wiele naszych braci i sióstr płaci za ten koszt swoim życiem, zbyt wiele ludzkich istnień ginie, zanim zakwitnie.
My, którzy cieszymy się błogosławieństwem bezpiecznego życia i swobodą praktykowania naszej wiary, powinniśmy zaangażować się w przeżywanie Narodzenia w pełni, a czyniąc to, ucieleśnimy słowa św. Ignacego z Antiochii, który odważnie ogłosił wieki temu, że "chrześcijaństwo ukazuje swą wielkość, gdy jest znienawidzone przez świat".

Andrew F. Estocin

za: pravmir.com