cerkiew.pl

Rodowód bez retuszu

o. Konstanty Bondaruk, 04 stycznia 2019

W bieżącym roku niedziela poprzedzająca Boże Narodzenie, zwana „niedzielą Świętych Ojców” przypada w przeddzień święta, w jego wigilię. Podczas Liturgii Świętej odczytywany jest początkowy fragment Ewangelii według Mateusza (Мt 1, 1-25). Jest to rodowód, genealogia Jezusa Chrystusa „syna Dawida, syna Abrahama” oraz okoliczności narodzin. „Abraham zrodził Izaaka, Izaak zaś zrodził Jakuba, Jakub zaś zrodził Judę i braci jego. Juda zrodził Faresa i Zarę z Tamar. Fares zrodził Ezroma, Ezrom zrodził Arama. Aram zrodził Aminadaba, Aminadab zrodził Naasona, Naason zrodził Salmona. Salmon zrodził Booza z Rachab, Booz zrodził Obeda z Rut. Obed zrodził Jessego. Jesse zrodził Dawida, króla”. Rodowód dzieli się na 3 części, po czternaście pokoleń każda. Tak więc w pierwszej mowa jest o historii narodu do czasu panowania najwybitniejszego króla — Dawida, który pięciokrotnie poszerzył granice państwa i uczynił Izrael wielkim, potężnym narodem. Druga część obejmuje okres do niewoli babilońskiej, która z kolei oznaczała hańbę i poniżenie narodu, a trzecia — do Jezusa Chrystusa, który ratuje lud od zniewolenia i zguby.

Podczas odczytywania lub słuchania akurat tego fragmentu Ewangelii może pojawić się myśl: „i po co to? Jaki sens ma ta nudna wyliczanka imion, w większości nieznanych imion, których nawet nie zapamiętamy?” Podobne uczucia mogą się pojawić przy lekturze obu ksiąg Kronik (Paralipomenon), uzupełniających to, co zostało „opuszczone” w Księgach Królewskich. Tam znajdujemy setki imion wodzów, rycerzy i kapłanów z okresu panowania Dawida, Salomona oraz ich następców, o których poza tą biblijną wzmianką nic nie wiemy i pewnie się nie dowiemy. Natomiast druga część ewangelicznego czytania opowiada już o samym narodzeniu Zbawiciela. (Mt 1,18-25). „Z narodzeniem zaś Jezusa Chrystusa było tak: Gdy Matka Jego, Maria, została powierzona opiece Józefa, to zanim razem zamieszkali, okazało się, że jest brzemienna z Ducha Świętego”.

Żydowska wrażliwość na pochodzenie

Każdy naród i każdy człowiek posiada drzewo genealogiczne, nawet jeżeli go nie zna i nie interesuje się nim. Jednak są ludzie bardzo zainteresowani przeszłością swego rodu; usiłują ją odtworzyć, zbadać, prześledzić w poszukiwaniu swych korzeni i tożsamości. Poszukując przodków, często szukamy głównie tych, z których możemy być dumni, z którymi chcemy się utożsamiać, aby oprzeć swe życie na wyznawanych przez nich wartościach, np. na patriotyzmie. Niektórzy z wielkim nabożeństwem wieszają na ścianach pożółkłe fotografie swych pradziadków i gotowi są długo opowiadać o ich szlacheckim pochodzeniu. Pamiętam o tym, wcale nierzadkim zjawisku, nawet w epoce „realnego socjalizmu Gierka”, z warszawskiego okresu mej młodości.

Jeśli chodzi o Izraelitów, to podobnie jak inne narody Wschodu, zawsze wysoko cenili sobie oni wiedzę o swych przodkach. Potwierdzenie rodowodu sięgającego jak najdalej w przeszłość nabrało szczególnego znaczenia podczas i po niewoli babilońskiej. Wówczas wskutek licznych małżeństw mieszanych, doszło do swego rodzaju „zanieczyszczenia” rasy żydowskiej. Jednak trzeba było odbudowywać zręby swej narodowej i religijnej tożsamości. Kandydaci na posady państwowe oraz kapłani w epoce Ezdrasza i Nehemiasza winni byli przedstawić swój rodowód, który nie wywoływałby żadnych wątpliwości. Niebagatelną rolę odgrywała także charakterystyczna dla Judejczyków duma narodowa: dobrze, gdy ktoś mógł potwierdzić, że pochodzi z królewskiego rodu. Na jeszcze większy szacunek mógł liczyć ten, kto udowodnił, że pochodzi z rodu Dawida, bo przecież potomkiem właśnie tego króla miał być przyszły Mesjasz. Zasadnicza myśl teologiczna zawarta w rodowodzie Jezusa Chrystusa jest taka, że obiecany Mesjasz, Syn Boży, w całej pełni jest człowiekiem, ma swój ziemski rodowód i swoich ziemskich przodków.

Jezus pochodził właśnie z rodu Dawida. Jako prawdziwy syn Dawida ma królewskie pochodzenie i jest spadkobiercą tronu Dawida (por. Krl 7, 1-16; Łk 1, 32). Jednak Chrystus to także syn Abrahama, praojca całego Izraela. Jemu i jego potomkowi była dana obietnica, o której później Apostoł Paweł pisał: „Otóż to właśnie Abrahamowi i jego potomstwu dano obietnice. I nie mówi [Pismo]: i potomkom, co wskazywałoby na wielu, ale [wskazano] na jednego: i potomkowi twojemu, którym jest Chrystus” (Ga 3, 16). Jezus jako syn Abrahama stanie się głową nowego Izraela, Izraela wedle Ducha. Być może, Ewangelista chciał także podkreślić, że nie należy uważać Jezusa za osobę, której posłannictwo miało jedynie polityczny charakter. Nie należy także ograniczać działalności Chrystusa do jednej dynastii albo rodu.

Kobiety w rodowodzie

W starożytnych rodowodach na ogół nie wspominano o kobietach, jednak Ewangelista Mateusz pisze aż o czterech, wymienia Tamar, Rachab, Rut oraz nienazwaną z imienia „byłą” żonę Uriasza. Wszystkie one są w jakimś sensie niezwykłymi kobietami. Tamar weszła do historii Izraela jako kobieta podstępna (por. Rdz 38, 1-30). Rachab była wprawdzie nierządnicą kanaańską, lecz wyświadczyła Izraelowi wielkie dobrodziejstwo, gdy Jozue oblegał Jerycho (por. Joz 2, 21). Rut była również poganką, Moabitką, ale Bóg sprawił, że została babką Dawida, natomiast czwarta kobieta, nienazwana tu po imieniu, miała na imię Batszeba i jak jej mąż prawdopodobnie była poganką. To dla niej Dawid dopuścił się wiarołomstwa małżeńskiego i ona właśnie stała się matką wielkiego króla Salomona. Obecność w rodowodzie Jezusa kobiet obcych Izraelowi, niekiedy wręcz zbrukanych moralnie, świadczy o tym, że realizacji Bożych planów nic nie jest w stanie przeszkodzić. „Ewangelia” włącza je do rodowodu Jezusa Chrystusa, aby podkreślić, że historia zbawienia jest otwarta także dla pogan, i przy tym — dla grzeszników. Zgodnie z „Ewangelią według Mateusza”, Mesjasz realizujący i urzeczywistniający Swym życiem proroctwa, nie znajdując posłuchu i nieodzownej wiary w Izraelu, daje początek nowej społeczności. Jest nią Cerkiew, która ma charakter uniwersalny i wszechstronny; składa się ona zarówno z Żydów, jak i z pogan. Wspominając o tych kobietach, Ewangelista przemilcza jednocześnie niezwykle ważne w tradycji żydowskiej imiona jak Sara, Rebeka, Lea i Rachela. Tym samym, przy pomocy tekstów ksiąg „Starego Testamentu”, Ewangelista pozwala zrozumieć, że Bóg od zawsze planował misję skierowaną do „wszystkich narodów” (Mt 28, 19).

Wszystko przewidziane od prawieków

Rodowód Jezusa Chrystusa świadczy o tym, że nie pojawił się On w historii ludzkości znikąd. Narodzenie Chrystusa to nie przypadek albo nieprzewidziany akt Bożej wielkoduszności. Chrystus jako człowiek ma zupełnie ludzkie korzenie. Jego przodkowie byli ludźmi z krwi i kości. Jego przyjście na świat przewidywano od dawna, odkąd Bóg powołał Abrahama. Jednak samo narodzenie odbyło się wtedy, kiedy nastał odpowiedni czas, dopiero wtedy, gdy znalazła się wśród ludzi tak nieskalana istota, aby mogła stać się ziemską matką Jezusa Chrystusa - Najświętsza Bogurodzica.

Ewangelia według Mateusza była adresowana do Hebrajczyków. W niej znajdujemy więcej aniżeli w trzech pozostałych „Ewangeliach” cytatów z ksiąg „Starego Testamentu”, gdzie zapowiadany jest koniec świata i Królestwo Boże. Mateusz zwraca się do narodu wybranego z upomnieniem. On jest nasz, ale czy na pewno należymy do Jego rodu tylko dlatego, że zechciał przyjść na świat właśnie w tym miejscu i w naszym narodzie? Cały rodowód kończy się imieniem sprawiedliwego Józefa, męża Marii, z której urodził się Jezus zwany Chrystusem. Następnie czytamy o tym, jakie miejsce zajmuje Józef w genealogii Chrystusa.

Rodowód Józefa w istocie nie pokrywa się z rodowodem Chrystusa, jednak Bóg przyjmuje wszystkich ludzi wspomnianych w „Ewangelii” za Swych przodków. Niektórzy z nich są dobrze znani jako wielcy i święci jak Abraham, Izaak i Jakub. Są jednak wspomniani ludzie jak Eliakim, Azor, Sadok, Achim, Mattan, Abiasz, Salatiel, o których nie wiemy, ani skąd się wzięli, ani czym szczególnym zasłynęli. Z pewnością nie wszyscy oni byli święci. Wśród ziemskich przodków Zbawiciela były różni ludzie, bohaterowie pozytywni i negatywni. Jedni wspaniale zapisali się w historii Izraela, natomiast inni przynieśli wstyd swemu narodowi. Jednak Chrystus nikogo się nie wstydzi. Raczej przyznaje, że najpewniej również ci gorsi byli zwykłymi ludźmi, którzy jednak zmagali się z grzechem, szukali światła i prawdy w surowych realiach czasu, w którym przyszło im żyć. Nawet niezrównany w męstwie i w talencie Dawid nie ustrzegł się ciężkich, haniebnych grzechów i wręcz miał „krew na rękach”, ale Jezus Chrystus Sam Siebie nazywa „Synem Dawidowym”. Były na przestrzeni dziejów grzechy cudzołóstwa, kazirodztwa, zabójstwa i bałwochwalstwa. A mimo to również z takimi winowajcami był Bóg, który nigdy nie opuszcza grzesznika i którego nie zniechęca żaden grzech.

Duchowe pokrewieństwo

Rodowód Jezusa Chrystusa to także rodowód całej ludzkości i każdego z nas. W przededniu Bożego Narodzenia każdy z nas jest wezwany, by na nowo uświadomić sobie swą ludzką godność. Bóg stworzył człowieka na własny obraz i podobieństwo. Człowiek stworzony jest dla łączności z Bogiem. Jesteśmy spokrewnieni z samym Bogiem, należymy do Jego rodu. Każdy z nas rodzi się, aby być królem, by należeć do królewskiego rodu. To dlatego, nim nastąpi Boże Narodzenie, każdemu z nas wypada uświadomić swą grzeszność, swoje oddalenie od Boga oraz to, że Bóg przychodzi zbawić nie sprawiedliwych, ale właśnie grzeszników. Bóg staje się człowiekiem, aby wyzwolić z szatańskiej niewoli tych, którzy tam się znaleźli.

W żadnym stopniu nie jesteśmy kuzynami Chrystusa wedle krwi, jednak On sam nazywa nas swymi dziećmi i bliskimi. Dzieje się tak dzięki Jego łasce, co miało miejsce w przypadku Józefa i Panny Maryi. Wprawdzie nie możemy równać się z nimi, jednak dzięki Narodzeniu Chrystusa wszyscy nabywamy pokrewieństwa z Bogiem. Według Metropolity Antoniego (Blooma) „Swym życiem, pracą, wysiłkiem, dążeniem do Boga, tęsknotą za Nim, walką po Jego stronie, o Jego zwycięstwo w nas, my również możemy przewartościować i usprawiedliwić całą przeszłość naszego rodu i przynieść to Bogu jako dar. Sami, będąc bliskimi Mu, możemy uczynić bliskimi Mu także tych, którzy nie chcieli Go znać, nie wierzyli w Niego albo odstąpili i wyrzekli się go w zaślepieniu swego serca”.

Bóg i człowiek

Trzeba przyznać, że obok wspomnianego rodowodu, u Ewangelisty Łukasza istnieje inny (Łk 3; 23-38). Ma on charakter odwrotny, bo zaczyna się od stwierdzenia, że Jezus, rozpoczynając Swoją działalność, miał lat około trzydziestu. Łukasz idzie w głąb historii i dochodzi aż do Adama, syna Bożego. Tak więc dla niego Jezus Chrystus jest potomkiem nie tylko Abrahama i Dawida, ale Samego Boga. Według św. Teofana Zatwornika „Ewangelia rozwiewa wszelkie wątpliwości odnośnie do pochodzenia Jezusa Chrystusa, jasno stwierdzając, skąd i jak On się pojawił... Ewangelista Łukasz wychodzi za granice stworzenia i dochodzi do Samego Boga, pisząc, że On jest Boży. Co to znaczy „Boży” tłumaczy Jan Teolog w swej nauce o Bogu — Słowie… On (Jezus Chrystus) jest „Boży” nie tak jak inne stworzenia, ale jak Bóg-Słowo, niemające początku i Jedno-istotne, jako wcielony Jednorodzony Syn…Bóg w ciele albo w ludzkiej naturze jest prawdziwym Bogiem i prawdziwym człowiekiem w jednej Osobie. Święci Mateusz i Łukasz w swych rodowodach tłumaczą, na jakiej podstawie On jest człowiekiem, natomiast święty Jan uczy, dlaczego On jest prawdziwym Bogiem… Dwaj pierwsi Ewangeliści Mateusz i Łukasz świadczą, że On jest nie tylko człowiekiem, ale też Bogiem, natomiast Jan stwierdza, że Jezus Chrystus jest nie tylko Bogiem, ale i człowiekiem” - pisał św. Teofan Zatwornik.

Jedno trzeba stwierdzić z całą pewnością. Ewangeliści starannie zadbali o to, aby Jezus nie był traktowany jako postać mityczna czy legendarna. To dlatego pieczołowicie spisano Jego rodowód, przekazując, że nie można oddzielać Chrystusa od Jezusa z Nazaretu. Chrystus to Jezus, który narodził się w Betlejem, pracował jako cieśla w Nazarecie. Został skazany przez Poncjusza Piłata i umarł na krzyżu. Historyczność Osoby Jezusa Chrystusa nie może budzić najmniejszych wątpliwości.

Jesteśmy w lepszej sytuacji niż przodkowie Chrystusa

W 2009 roku przyszły Patriarcha Moskiewski, wówczas Metropolita Wołokołamski — Cyryl powiedział: „Nie powinniśmy zapominać imion przodków Jezusa Chrystusa, lecz wspominając je jednocześnie dziękować Bogu za to, że pozwolił nam przyjść na świat po Narodzeniu Chrystusa, jako obdarzeni Jego łaską zdolną umocnić naszą słabą wiarę. Na to liczymy i tym żyjemy, bo siła Boża przemieni naszą ludzką słabość przez wiarę w łaskę, miłosierdzie i pokój od Boga”. Apostoł Paweł w „Liście do Hebrajczyków” pisze, że zasługą wielu postaci „Starego Testamentu” był nie tylko fakt, że byli oni przodkami Jezusa Chrystusa według ciała, ale też to, że żyli oni wiarą w przyjście Zbawiciela wtedy, gdy nie było to ani rychłe, ani pewne, ani oczywiste. „Dzięki niej to przodkowie otrzymali świadectwo (…). W wierze pomarli oni wszyscy, nie osiągnąwszy tego, co im przyrzeczono, lecz patrzyli na to z daleka i pozdrawiali, uznawszy siebie za gości i pielgrzymów na tej ziemi (…), którzy przez wiarę pokonali królestwa, dokonali czynów sprawiedliwych, otrzymali obietnicę, zamknęli paszcze lwom, przygasili żar ognia, uniknęli ostrza miecza i wyleczyli się z niemocy, stali się bohaterami w wojnie i do ucieczki zmusili nieprzyjacielskie szyki (…) Inni zaś doznali zelżywości i biczowania, a nadto kajdan i więzienia. Kamienowano ich, przerzynano piłą, kuszono, przebijano mieczem; tułali się w skórach owczych, kozich, w nędzy, w utrapieniu, w ucisku — świat nie był ich wart — i błąkali się po pustyniach i górach, po jaskiniach i rozpadlinach ziemi. A ci wszyscy, choć ze względu na swą wiarę stali się godni pochwały, nie otrzymali przyrzeczonej obietnicy, gdyż Bóg, który nam lepszy los zgotował, nie chciał, aby oni doszli do doskonałości bez nas” (Hbr 11, 2-40).

W przededniu Bożego Narodzenia Cerkiew nieprzypadkowo wspomina rodowód Jezusa Chrystusa. On jest ciałem z naszego ciała; bierze na siebie grzechy swych przodków i nasze grzechy. Z miłością i wdzięcznością przybliżmy się do tego źródła naszej radości. Trzeba nam wsłuchać się w tę historię przodków Chrystusowych i znaleźć w niej miejsce dla siebie. Jest to historia naszego synostwa Bożego, naszego usprawiedliwienia. Należycie przygotować się do Świąt Bożego Narodzenia oznacza być gotowym przyjąć od Boga dar Jego miłości, Jego przebaczenie i Jego pokrewieństwo. Trzeba przyjąć Tego, którego nikt z ludzi nie zniechęca, żaden grzesznik nie zasmuca. Przyszedł On na świat i wziął na Siebie los i grzech wszystkich ludzi, ich życie i śmierć.

Przynieśmy nowonarodzonemu Dzieciątku — jak słyszymy w świątyniach — złoto, kadzidło i mirrę, naszą wiarę, nadzieję i miłość. Również naszą wdzięczność i cześć w imieniu tych, z którymi zechciał On pozostawać w wiecznym związku — za Jego rodowód.