cerkiew.pl

Zgarbiona kobieta i skrzywiona logika

o. Konstanty Bondaruk, 08 grudnia 2018

W 13 rozdziale Ewangelii według Łukasza czytamy o Chrystusowym uzdrowieniu zgarbionej kobiety, która niedomagała przez 18 lat. Jezus nauczał w jednej z synagog i tam spotkał nieszczęsną kobietę. Gdy Jezus ją zobaczył, przywołał ją i rzekł do niej: - Niewiasto, jesteś wolna od swej niemocy. Włożył na nią ręce, a natychmiast wyprostowała się i chwaliła Boga. Lecz przełożony synagogi, oburzony tym, że Jezus w szabat uzdrowił, rzekł do ludu: - Jest sześć dni, w których należy pracować. W te więc przychodźcie i leczcie się, a nie w dzień szabatu! Pan mu odpowiedział: - Obłudnicy, czyż każdy z was nie odwiązuje w szabat wołu lub osła od żłobu i nie prowadzi, by go napoić? A tej córki Abrahama, którą szatan osiemnaście lat trzymał na uwięzi, nie należało uwolnić od tych więzów w dzień szabatu? Na te słowa wstyd ogarnął wszystkich Jego przeciwników, a lud cały cieszył się ze wszystkich wspaniałych czynów, dokonywanych przez Niego (Łk 13, 12-17).

To uzdrowienie było jednym z wielu cudów dokonanych przez Jezusa Chrystusa w sobotę. Nie czynił On jednak tego w dniu uświęconego odpoczynku demonstracyjnie, na przekór Prawu Mojżeszowemu, na złość tym, którzy skrupulatnie przestrzegali Prawa. Jezus bezustannie udowadniał, że nie człowiek jest dodatkiem do soboty, ale sobota jest dana człowiekowi. W oczach Bożych człowiek jest wartością nadrzędną. Owszem, w kwestii szabatu, przykazanie dane Izraelowi na Górze Synaj było nader surowe i jednoznaczne: Pamiętaj o dniu szabatu, aby go uświęcić. Sześć dni będziesz pracować i wykonywać wszystkie twe zajęcia. Dzień zaś siódmy jest szabatem ku czci Pana, Boga twego. Nie możesz przeto w dniu tym wykonywać żadnej pracy ani ty sam, ani syn twój, ani twoja córka, ani twój niewolnik, ani twoja niewolnica, ani twoje bydło, ani cudzoziemiec, który mieszka pośród twych bram. W sześciu dniach bowiem uczynił Pan niebo, ziemię, morze oraz wszystko, co jest w nich, w siódmym zaś dniu odpoczął. Dlatego pobłogosławił Pan dzień szabatu i uznał go za święty (Wj 20, 8-11). W sobotę nie wolno było wykonywać żadnej niekoniecznej pracy, nawet przejść więcej niż absolutnie konieczną ilość kroków. Wiele uwagi poświęcone było kobietom, ich ubraniu i uczesaniu w dzień szabatu. Do zabronionych prac należało również leczenie, z wyjątkiem wypadków bezpośredniego zagrożenia życia. Zgarbiona przez wiele lat kobieta równie dobrze mogła poczekać do następnego dnia. Rabini nauczali, że prawo dotyczące szabatu pochodzi od Samego Boga, i zmienić je może tylko On Sam, albo za pośrednictwem Mesjasza. W swej przepowiedni o odnowie mesjańskiej prorok Amos pisał: W tym dniu podniosę szałas Dawidowy, który upada, zamuruję jego szczeliny, ruiny jego podźwignę i jak za dawnych dni go zbuduję (Am 9, 11).

W oczach Ewangelisty zgarbiona kobieta, która przez wiele lat nie mogła się wyprostować, właśnie symbolizowała ten pochylony namiot Izraela. Lecz skrzywiona była przede wszystkim logika rabinów, którzy z jednej strony zezwalali rozwiązać zwierzę, by odprowadzić je do wodopoju, a z drugiej strony nie zezwalali na uwolnienie kobiety z więzów jej niemocy. Zgarbione plecy kobiety można potraktować jako widomy znak jej niskiego poczucia własnej wartości. Nie potrafiła wyprostować się wobec licznych przeciwności życia. Nie umiała udźwignąć z dumą swojej rzeczywistej godności. Została przytłoczona ciężarem życia. Niewykluczone, że inni ją deprecjonowali i uciskali, a ona nie mogła się bronić. Może ktoś symbolicznie złamał jej kręgosłup. Może plecy świadczyły o tym, że nie była w stanie dźwigać wypartych uczuć. Jezus uwalnia ją od ich ciężaru - patrzy na nią, przywołuje ją do siebie i w jednej chwili dostrzega wszystko, co w niej pozytywne i godne pokazania. Dotyka ją czule, z empatią i miłością. Nie mówi zwyczajowego: nie upadaj na duchu, głowa do góry, tylko kładzie na nią swoje ręce i uwalnia ją od niemocy, aby sama mogła doświadczyć siły i godności, które w niej są. Dotknięta miłością Jezusa, natychmiast się prostuje i chwali Boga. Czuje swoją nienaruszalną godność kobiety i zaczyna pośrodku synagogi wychwalać Boga. Jezus chce człowieka wyprostowanego, świadomego swego dostojeństwa i Bożego synostwa, podczas gdy przełożony synagogi, który sam nie ma kręgosłupa, chowa się za surowymi normami i zamierza nagiąć ludzi pod surowe jarzmo prawa.

Jezus prostuje plecy kobiety w szabat, na dodatek w synagodze podczas nabożeństwa. Tym samym pokazuje nam, jak chciałby, abyśmy rozumieli prawdziwe nabożeństwo. Nie celebrujemy nabożeństwa w Jego imieniu, jeśli obarczamy ludzi brzemieniem, jeśli ze zjadliwą satysfakcją wpajamy im poczucie winy i wzywamy ich jako grzeszników, aby kornie, z poczuciem winy, pochylili głowy i uniżyli się przed Bogiem. Nabożeństwo, podczas którego ludzie się prostują, podczas którego odkrywają swoją nienaruszalną boską godność, zgodne jest z nauczaniem Jezusa. Przesłanie Boga, który obdarza nas swoją boską godnością, prostuje ludzi i przez to wzmacnia ich poczucie własnej godności. Według Jezusa właśnie sobota jest tym najodpowiedniejszym dniem, aby uwolnić ludzi z pęt szatana, który jest przeciwnikiem Boga i sprawcą wszelkiego zła. Gdy Chrystus wskazał gorliwym wykonawcom prawa ich niekonsekwencję i brak logiki, ci zawstydzili się, natomiast lud radował się - podkreśla Ewangelista.

Wypaczenie sensu soboty

Zasadniczy sens Chrystusowego postrzegania soboty sprowadzał się do pojęcia „wyzwolenia”, ponieważ i szabat był ustanowiony na pamiątkę oswobodzenia Izraela z niewoli (Pwt 5, 15). Dlatego, według Jezusa, sobota powinna być dniem wyzwolenia, a nie ucisku, radości, a nie smutku, altruizmu, a nie egoizmu. To samo odnosi się także do chrześcijańskiej niedzieli. Pobożni Żydzi zwani chasydami przygotowywali się do szabatu przez cały tydzień, wychodząc mu naprzeciw w piątek wieczorem z tańcami i śpiewem, natomiast w sam dzień święta studiowali Torę, z przejęciem i łzami w oczach. Kończyli zaś dzień sobotni ucztą, na którą zapraszali biednych, bo to przyjęcie symbolizowało mesjańską ucztę. Takie świętowanie soboty z pewnością podobałoby się Chrystusowi i na pewno odłożyłby On do dnia następnego uzdrowienie zgarbionej kobiety. Niestety, nawet chasydzi, nie mówiąc o faryzeuszach, byli niezwykle uczuleni na formalną stronę przykazania. Odwiązywanie powrozu należało do 39 prac zabronionych przez rabinów w dzień szabatu. Jednak określając z wielką skrupulatnością liczbę zabronionych prac, rabini doszli do oczywistego wniosku, że zwierzę przecież trzeba napoić, więc uznali, że kompromisowym wyjściem będzie odwiązać zwierzę jedną ręką. Podobnych niedorzeczności i wykrętów było więcej.

Sobota istnieje dla człowieka, a nie człowiek dla soboty (Mt 2, 27) - wyraźnie oświadczył Jezus. Nie człowiek jest dodatkiem do obrzędu. Rytuał jest czymś wtórnym w porównaniu z człowiekiem. Tu może pojawić się pytanie: czy w takim razie Wszechmogącemu Bogu potrzebne są nasze gesty i oznaki pobożność: świeczki, klęczenie i pokłony? Jednak to należy rozumieć nie jako naszą zasługę, lecz zaszczyt i szczęście, bo w cerkiewnych obrzędach, sakramentach i wspólnej modlitwie otrzymujemy od Boga łaskę, która pozwala nam żyć. Jednak obrzędy i rytuały są zbawienne i pożyteczne jedynie wtedy, gdy człowiek jest przepełniony miłością do Boga i do ludzi. Z miłości do bliźniego wypływa miłosierna pomoc i troska o innych. Na tym polega istota naszej pobożności. Dokonując cudów również w dzień świąteczny, Chrystus pokazał, że świętość tego dnia należało szanować nie drobiazgową bezczynnością rozpracowaną aż do absurdu, ale autentycznym zwróceniem się do Boga oraz dobrymi uczynkami.

Tu wypada dodać, że nawet po przeniesieniu dnia świątecznego z soboty na niedzielę, jako małą Paschę, sobota nadal pozostaje dla nas, prawosławnych, wyjątkowym, półświątecznym dniem. W szczególności w tym dniu czcimy pamięć zmarłych, którzy jakby nawiązując do sobotniego dnia odpoczynku, odpoczywają wiecznym snem. Jeżeli nie jesteśmy zmuszeni pracować w sobotę, to ten dzień również wypada spędzić pobożnie, uczynić coś pożytecznego dla innych ludzi i dla zbawienia swej duszy.

Każdy dzień jest dobry dla czynienia dobra

Uzdrowienie zgarbionej kobiety pokazuje nam przykład prawdziwej pobożności. Dobro należy czynić bez zbędnych słów i oglądania się na drugorzędne okoliczności, zawsze tam, gdzie jest taka potrzeba i możliwość. Żadne, rzekomo ważne okoliczności i ograniczenia spowodowane lub narzucone przez zwyczaje i tradycję, nie mogą być przeszkodą dla dobrych uczynków miłości i miłosierdzia, bo sam człowiek jest ważniejszy od wszystkich przyczyn i okoliczności. Powstaje pytanie: więc po co w ogóle został ustanowiony dzień odpoczynku?

W odróżnieniu od powszednich zajęć, siódmy dzień powinien być poświęcony Bogu, przeżyty wśród zajęć miłych Bogu i zbawiennych dla duszy. W pierwszej kolejności dzień ten powinien być przeznaczony na modlitwę w cerkwi i w domu, następnie dla rodziny, dla jej scementowania, wzajemnego zbliżenia. Istnieje również możliwość zrobienia czegoś dobrego dla bliźnich. Mogą to być odwiedziny i pomoc osobie chorej, samotnej i nieszczęśliwej. Chrystus potępił przełożonego synagogi, ponieważ ten bardzo formalnie podchodził do szabatu, nie próbując nawet wniknąć w jego prawdziwy sens. Jezus udowodnił mu, że skoro troska o bydło w dzień szabatu nie naruszała przykazania, to jak mogła go naruszyć pomoc nieszczęśliwej kobiecie? Wszak stworzony na Boży obraz i podobieństwo człowiek jest bliższy niż zwierzę i każda inna istota.

Uzdrawiając kobietę w szabat, Chrystus pokazał, czym należy zajmować się w dzień świąteczny. Sam Jezus w tym dniu pragnie czynić dobro, przywraca życie i radość, ma na celu doprowadzenie do pełni i obfitości życia tych, którym go brakuje w wymiarze fizycznym, duchowym i psychicznym: chorych, opętanych, grzeszników, ograniczonych w pełni ich życia i ich relacjach z otoczeniem. Dla Jezusa to właśnie dzień szabatu jest dniem naznaczonym przez życie, pokój, radość. Na Swoim własnym przykładzie pokazał On, że najpierw trzeba być w świątyni, tak jak On przyszedł w dzień szabatu do synagogi. Trzeba wznieść modlitwę do Boga - Dawcy wszelkich dóbr, jak i On modlił się do Boga - Ojca podczas wspólnej modlitwy. Trzeba także dostrzec tych, którzy potrzebują pomocy i w miarę możliwości dopomóc im, tak jak Chrystus dopomógł zgarbionej kobiecie.

Różne nazwy siódmego dnia

W Ewangeliach niedziela jest zwana pierwszym dniem tygodnia. Jest to dzień, kiedy Jezus Chrystus zmartwychwstał, a także w tym dniu zesłał Ducha Świętego na Apostołów. Każda niedziela jest pamiątką misterium paschalnego. Nazwa pierwszy dzień jest odniesieniem się do stworzenia świata, kiedy to w pierwszy dzień Bóg stworzył światło. Chrystus jest prawdziwym światłem i początkiem stworzenia. Ci, którzy za sprawą grzechu Adama błąkali się w ciemnościach, przez Paschę Chrystusową zostali wyzwoleni, aby znów mogli chodzić wśród światłości Bożej. Zmartwychwstały Chrystus jest początkiem nowego stworzenia. Nazwa dzień Pański jest zaczerpnięta z tekstu kazania świętego Hieronima. To sformułowanie odnajdujemy jednak już w Starym Testamencie. Oznacza ono szczególną ingerencję Bożą w historię zbawienia. Dzień Pański to zarówno paschalny triumf, jak i zapowiedź Paruzji, powtórnego i ostatecznego przyjścia Chrystusa.

Na początku II wieku n.e pojawiło się pojęcie ósmego dnia, co postrzegano jako znak wieczności. We wczesnochrześcijańskich czasach istniało również pojęcie dnia słońca. Mniej więcej w połowie II w. święty Justyn Męczennik pisał: zebrania nasze odbywają się w dzień słońca, ponieważ jest to pierwszy dzień tygodnia. W ten dzień Bóg z ciemności i materii stworzył światło. Również Chrystus, nasz Zbawiciel w ten dzień zmartwychwstał. Dzień słońca znalazł swe odbicie w niemieckim sonntag i w angielskim sunday. W III w. pojawiła się również nazwa niedzieli jako dnia zmartwychwstania i w języku rosyjskim do dziś niedziela zwana jest woskriesienijem, czyli zmartwychwstaniem. Jest to fundament naszej wiary, zasadniczy dogmat naszej Cerkwi. Wychodząc z tego, jak wielkie znaczenie dla naszego zbawienia miało Zmartwychwstanie Chrystusowe, ważnym jest dla nas także dzień, kiedy się ono odbyło. Pod koniec II w. apologeta chrześcijański Tertulian (ur.ok.160, zm. ok. 240 r.) pisał o świętowaniu dnia Pańskiego i o tym, że chrześcijanie nie zginali kolan w niedzielę, co później podtrzymał Sobór Nicejski w 325 r. Z kolei Orygenes (zm. ok. 254 r.), jeden z najpłodniejszych pisarzy chrześcijańskich, rozważając świętość dnia Pańskiego, odnosił go do odpoczynku: W niedzielę nie powinno się wykonywać żadnych codziennych zajęć. Jeśli się więc od nich powstrzymujemy i otwieramy się na rzeczy duchowe, to idźmy do świątyni, słuchajmy czytania Słowa oraz natchnionych kazań i medytujmy nad niebiańskimi sprawami (Orygenes, Homilia 23 na Księgę Liczb).

Odpoczynek nie musi oznaczać bezczynności

Niestety, obecnie nie wszyscy wierni w pełni uświadamiają sobie wagę i prawdziwe znaczenie niedzieli. Oczywiście, nikt nie żąda, aby wszyscy w tym dniu porzucili pracę, bo są takie zawody jak lekarze, strażacy, policjanci i wiele innych, które wymagają bezustannych dyżurów. Rzecz w tym, że nie pracując, wielu ludzi spędza niedzielę w całkowitej bezczynności, mimo że jest dzień Pański. Rosyjskie pojęcie prazdnik jest trochę kłopotliwe dla Cerkwi i zmusza kapłanów do bezustannego tłumaczenia istoty święta. Rzecz w tym, że stosownie do nazwy może ono kojarzyć się z prazdnostiju, czyli bezczynnością, pasywnością i lenistwem, ale jest to błędne rozumienie święta. Trzeba go poświęcić Bogu i swojej duszy, ponieważ w dni powszednie nasze zajęcia, praca i obowiązki niezbędne dla przeżycia i utrzymania, często pochłaniają nas całkowicie, wyczerpują i nie pozostawiają miejsca ani czasu na cokolwiek innego. Często można usłyszeć: w niedzielę chcę poleżeć, odpocząć, nareszcie nic nie robić. Odpoczynek, oczywiście jest potrzebny i wręcz nieodzowny, aby mieć siły do dalszej aktywności. Jednak nabożeństwo wraz z dojazdem do cerkwi, trwa nie dłużej niż dwie godziny. Coś pożytecznego i dobrego również nie zajmie całego dnia. Przy odrobinie dobrej woli, na wszystko znajdzie się czas, byle tylko była ta dobra wola.

Potrzeba odnowienia sił duchowych

My wszyscy potrzebujemy ciszy, chwili spokoju i zadumy, czasu poświęconego odnowieniu naszych sił duchowych oraz łączności z Bogiem. Prorok Eliasz znalazł Boga nie w gromie i błyskawicach, ale w cichym powiewie wiatru. Trzeba nam wszystkim odstawić na bok codzienną krzątaninę, aby pomyśleć o swojej duszy i o wieczności. Aby pomodlić się za siebie i swoich bliskich, aby pobyć trochę wśród braci w wierze, aby odnowić więź ze wspólnotą parafialną. Na czym polega sens tej naszej niedzielnej modlitwy? Popatrzmy szeroko otwartymi oczami na świat, na ludzi dookoła nas, na szpitale pełne chorych, na dzieci pozbawione rodzicielskiego ciepła, na codzienne katastrofy, konflikty i morderstwa. U każdego z nas znajdzie się aż nadto powodów, aby niepokoić się o siebie i swoich bliskich. To, czego człowiek potrzebuje w pierwszej kolejności, to nadzieja i miłość. Modlitwa dodaje nam otuchy i przypomina słowa Chrystusa: Nie bójcie się. Jestem z wami.

W powieści Fiodora Dostojewskiego Bracia Karamazow, do pewnego pobożnego mnicha - Zosimy, przychodzi kobieta. Jest wylękniona, przytłoczona, w ciężkiej depresji. Czuje się po części winna śmierci męża, mimo że był złym człowiekiem. Kobieta boi się złych języków, boi się Bożego potępienia. Jednak mądry starzec podtrzymał ja na duchu. Nie bój się, niczego się nie bój - rzekł do niej pełen serdecznego współczucia. Bóg przebaczy ci wszystko, bylebyś tylko miała szczerą skruchę. Nie ma na całej ziemi takiego grzechu, którego Bóg nie chciałby przebaczyć tym, którzy naprawdę żałują. Człowiek nie może popełnić grzechu tak ciężkiego, by ten przekreślił miłosierdzie Boże. Pamiętaj, córko, że Bóg kocha cię tak, jak sobie nawet tego wyobrazić nie możesz, pomimo grzechu twego, a nawet dla twego grzechu, jeśli go szczerze żałować będziesz. Więcej jest przecie w niebie radości z jednego nawróconego grzesznika, niż z dziewięćdziesięciu dziewięciu sprawiedliwych. Przestań się bać! Tylko bądź dobra dla ludzi, krzywdy przebaczaj; nieboszczykowi też daruj w sercu wszystko, co ci kiedy złego zrobił. Pogódź się z nim w duchu. Kto żałuje, ten kocha, a kto kocha, ten już jest człowiekiem Bożym. Miłość odkupuje wszystko i wszystko zbawia. Jeżeli ja, człowiek grzeszny, jak i ty, ulitowałem się nad tobą, to cóż dopiero Bóg? Miłość to skarb tak drogocenny, że okupić nią można nie tylko własne, ale i cudze grzechy. Odejdź w pokoju, córko, i nie lękaj się - powiedział starzec Zosima.

Kiedy będzie w nas tyle, co u starca Zosimy, ufności w Bożą miłość, która przewyższa wszelki grzech; kiedy wszystkie swoje sprawy złożymy w Boże ręce; kiedy będziemy należycie spożytkowywać każdy ofiarowany nam dzień życia, Bóg nada sens każdemu dniu życia, obdarzy spokojem i nadzieją.