cerkiew.pl

Przemija postać tego świata

o. Konstanty Bondaruk, 01 listopada 2018

3 listopada przypada dzień szczególnej modlitwy za zmarłych – Dimitrijewskaja roditielskaja subbota. Ustanowiona została ona przez księcia Dymitra Dońskiego jako dzień pamięci o rycerzach poległych w bitwie na Kulikowym Polu (8 września 1380 r.). Szacuje się, że w wielkiej bitwie z siłami Złotej Ordy, która położyła kres niewoli mongolskiej, zginęło około 20 tysięcy ruskich wojów. Wielkie było zwycięstwo, ale i wielkie straty, toteż po bitwie książę Dymitr odwiedził monaster Świętej Trójcy. To tam św. Sergiusz z Radoneża pobłogosławił siły księstw ruskich na śmiertelną bitwę z Mamajem i tam zostało odprawione wielkie nabożeństwo żałobne po poległych w bitwie rycerzach. Z czasem dzień pamięci o obrońcach ojczyzny przed dniem pamięci patrona księcia moskiewskiego - św. Dymitra Sołuńskiego (8 listopada) stał się dniem modlitw, nie tylko za żołnierzy, ale za wszystkich zmarłych wiernych prawosławnych. W naszym kraju ta sobota zawsze wypada tuż po katolickim Święcie Zmarłych i Zaduszkach (1-2 listopada), kiedy to masowo odwiedza się cmentarze. Wśród prawosławnych także upowszechnił się zwyczaj odwiedzania grobów właśnie w tych dniach, głównie 1 listopada. Zdecydował o tym przede wszystkim wzgląd praktyczny: w Polsce jest to dzień wolny od pracy. Cerkiew nie czyni z tego problemu i wychodzi naprzeciw oczekiwaniom wiernych. Czyni to, kierując się ufnym założeniem, że nie jest to tylko danina tradycji i przyjętego zwyczaju. Duchowni są gotowi do posługi we wszystkie dni, zarówno w Dimitrijewską sobotę, jak i poprzedzające dni, wychodząc z prostego założenia, że nigdy za wiele modlitwy i nigdy za wiele pamięci o zmarłych.

Dlaczego się smucimy?

Jesień, jaką znamy, jest przeważnie słotna i wilgotna, spowalnia ona wszystkich nas, wycisza, skłania do melancholii i refleksji. Sama przyroda przypomina nam o czymś, co sami znamy z własnego doświadczenia: że jest czas narodzin, młodości, wzlotu i rozkwitu, ale też przychodzi jesień życia - widoczny znak nieuchronnego obumierania i przemijania. Konstatujemy ten fakt rozmaicie, ale zdecydowanie dominuje uczucie smutku i trwogi. Tymczasem w akatyście za zmarłych brzmią słowa: Dzięki Bogu składajcie za szybko przemijający czas! Każda bowiem godzina, mgnienie każde, do wieczności przybliżają nas. Kolejny smutek i kolejny siwy włos, zwiastują przyszły świat, są świadkami ziemskiej tymczasowości. Oznajmiają one o tym, że wszystko przemija, że Królestwo Wieczne przybliżyło się, w którym nie ma ni łez, ni skargi, lecz radosne śpiewy: Alleluja! (kondakion 9).

Te słowa napisane w I połowie minionego stulecia znakomicie współgrają ze słowami apostoła Pawła: Mówię [wam], bracia, czas jest krótki.... Przemija bowiem postać tego świata. A ja chciałbym, żebyście byli wolni od utrapień. (1 Kor 7,29-32). Nie mamy tutaj trwałego miasta, ale szukamy przyszłego (Hbr 13,14). Apostoł chciał, aby jego uczniowie nie przywiązywali się zbytnio do złudnych powabów życia doczesnego, bo świat zniekształcony przez grzech - przemija. Sens pouczenia apostoła jest taki, że wobec faktu przemijania tego świata nasze pragnienia są bezprzedmiotowe i nasze żądze - nierozumne. Masz korzystać z atrybutów tego świata, jakbyś nie korzystał. Nie pokładaj nadziei ni ufności w rzeczach tego świata. Korzystaj z niego, ale tak, jakby dla ciebie nie istniał. Nie warto spalać się i angażować w coś, czego jutro nie będzie. Gdy w końcu zaakceptujemy fakt, że jesteśmy w drodze ku śmierci, i oswoimy się z tą myślą, wówczas odczujemy zupełnie nową jakość życia. Bez śmierci, życie jest niepełne. To dlatego Cerkiew nigdy nie ogłasza świętymi tych, którzy autentycznie są święci, ale jeszcze nie umarli. Po prostu ich życie jeszcze jest niespełnione i niekompletne. Dopóki nie umarliśmy, jesteśmy w pewnym sensie ułomni. Dopóki nie przeszliśmy przez bramę śmierci, nie jesteśmy w całej pełni ludźmi. To dlatego św. Ignacy Antiocheński pisał: Kiedy tam przybędę, będę w pełni człowiekiem. Bóg naprawdę przygotował nam nowe mieszkanie i nową ziemię, gdzie mieszka sprawiedliwość i szczęśliwość.

Starotestamentowe rozumienie przemijania

Myśl o ulotności życia na ziemi przewija się w wielu tekstach Starego Testamentu, w szczególności w Psalmach. Człowiek zrodzony z niewiasty ma krótkie i bolesne życie - płacze Hiob - Wyrasta i więdnie jak kwiat, przemija jak cień chwilowy (Hi 14). Oto wymierzyłeś moje dni tylko na kilka piędzi - wtóruje nieszczęsnemu Hiobowi psalmista - i życie moje jak nicość przed Tobą. Doprawdy życie wszystkich ludzi jest marnością. Człowiek jak cień przemija, na próżno tyle się niepokoi; gromadzi, lecz nie wie, kto to zabierze (Ps 39). Ta myśl została powtórzona w nowotestamentowym Liście: Bo czymże jest życie wasze? Parą jesteście, co się ukazuje na krótko, a potem znika (Jk 4,14). Ubolewanie nad krótkością i kruchością ludzkiego życia nie kończyło się pesymistycznie, lecz prowadziło do zawierzenia swego losu Bożej dobroci. A teraz w czym mam pokładać nadzieję? - kontynuuje swoją modlitwę autor psalmu. - W Tobie jest moja nadzieja! (Ps 39). W innym psalmie czytamy: Dni człowieka są jak trawa. Kwitnie jak kwiat na polu: ledwie muśnie go wiatr, a już go nie ma, i miejsce, gdzie był, już go nie poznaje… A łaskawość Pańska na wieki wobec Jego czcicieli, a Jego sprawiedliwość nad synami synów, nad tymi, którzy strzegą Jego przymierza i pamiętają, by pełnić Jego przykazania (Ps 103). Prorok Izajasz pisze, że to sam Bóg uświadamia nam, iż niebo i ziemia przeminą, a nasze ludzkie życie jest kruche. Sam Bóg podpowiada, że tylko w Nim należy pokładać ostateczną nadzieję: Zaiste, niebo jak dym się rozwieje i ziemia zwiotczeje jak szata, a jej mieszkańcy wyginą jak komary. Lecz moje zbawienie będzie wieczne, a sprawiedliwość moja zmierzchu nie zazna (Iz 51,6). Godne podkreślenia jest to, że w znanych nam współczesnych językach słowiańskich nie wymyślono żadnego innego porównania lub metafory na temat przemijania. We wszystkich przysłowiach i porzekadłach są biblijne porównania: Wszystko na świecie przemija jak sen (Hi 20,8), jak dym (Ps 102,4), jak cień (Ps 102,12), jak para (Jk 4,14), jak trawa (Ps 103,15), jak kwiat polny (Hi 14,2).

Upragnione przemijanie


Okazuje się, że przemijanie było dla pierwszych chrześcijan czymś pozytywnym i upragnionym. Apostoł Piotr pisał, że należy starać się o przyśpieszenie końca świata. Starajcie się przyśpieszyć przyjście dnia Bożego, który sprawi, że niebo zapalone pójdzie na zagładę, a gwiazdy w ogniu się rozsypią. Oczekujemy bowiem, według obietnicy, nowego nieba i nowej ziemi, w których będzie mieszkała sprawiedliwość (2 P 3,12-13).

W Didache, tekście powstałym mniej więcej w tym samym czasie co Apokalipsa, (ok. 100 r.) znajdujemy słowa: Niechaj przyjdzie Twa łaska i niech przeminie ten świat!. Znawcy biblijnej greki wskazują na to, że paragein znaczy również odchodzić (Mt 9,9 i 27; J 8,59), przechodzić (Mk 1,6; 2,14), mijać (J 9,1). Odejście lub mijanie nie mogło się ludziom kultury greckiej kojarzyć z przemijaniem w naszym obecnym rozumieniu. Raczej chodziło o coś bliższego pragnieniu dziecka: Kiedyż wreszcie przeminie moje dzieciństwo i stanę się człowiekiem dorosłym, albo o marzenie więźnia: Obym wreszcie miał już za sobą ten czas mojej niewoli.

Św. Ireneusz, uczeń Polikarpa, który z kolei był bezpośrednim uczniem apostoła Jana, wręcz cieszył się, że przeminie postać tego świata. Marzył o tym podobnie, jak rodząca kobieta marzy o chwili, kiedy usłyszy głos swojego dziecka i skończą się jej bóle; podobnie jak żołnierz, który nie może się doczekać końca uciążliwych manewrów. Przemijająca postać tego świata ustąpi miejsca jego postaci ostatecznej. Ireneusz był absolutnie pewien tego, że ziemia zostanie przemieniona w niebieskie Jeruzalem, a wszyscy Boży przyjaciele dostąpią chwalebnego zmartwychwstania.

Orygenes usiłował sugestywnie przedstawić nowa rzeczywistość i pisał: Wyobraź sobie, w jaki sposób przemija niebo i ziemia, oraz jak przemija postać tego świata. Usuń sprzed swego wzroku blask tego słońca i daj owemu światu, który ma nadejść, siedmiokrotną światłość słońca, albo raczej daj mu samego Pana jako blask. Wyobraź sobie obecnych przy Nim aniołów chwały... Wyobraź sobie ponadto, jak mogą być tam obchodzone święta Pana, jakie się tam odbywają uroczystości, jaka panuje tam radość... Przebywając na tym świecie, świętujemy tylko po części, a nie w pełni... Wówczas nastanie prawdziwe i nieprzerwane święto, a Księciem tego święta, Oblubieńcem i Panem, będzie sam Jezus Chrystus, nasz Zbawiciel.

Nasze postrzeganie czasu i przemijania

Obecnie, jesteśmy niejako mądrzejsi o całą spuściznę Ojców Cerkwi, o wielowiekowe doświadczenie uwiecznione w Tradycji Cerkwi. Mamy gotową odpowiedź na pytanie: co dzieje się z duszą ludzką po śmierci? Stoimy przy grobach naszych bliskich zadumani i ciągle pojawia się natrętna myśl: mógł jeszcze pożyć; czemu Bóg ją zabrał przedwcześnie? Wychodzi na to, że my wiemy, kiedy człowiekowi pora odejść, a kiedy jest na to za wcześnie. Nawet nie zdajemy sobie sprawy z absurdalności takiego rozumowania. Sami trzymamy się kurczowo tego życia i chcemy zatrzymać swoich bliskich przy sobie i do 70, i 80, i 90, i nawet do 100 lat. Sami często żyjemy tak, jakbyśmy byli nieśmiertelni i słońce nad nami miało nigdy nie zajść. Bezustannie odczuwamy pokusę, by to życie traktować jako jedyną i ostateczną rzeczywistość, podczas gdy właściwie nasza ojczyzna jest w niebie (Flp 3,20). Czy brakuje nam wiary? Pewnie tak, ale przecież i obecnie są głęboko wierzący ludzie, a mimo to i oni sprawiają wrażenie smakujących właśnie to życie.

Prawdopodobnie, brakuje nam tej absolutnej pewności co do eschatologicznej przyszłości, którą mieli pierwsi chrześcijanie. Wielu teologów uważa, że wówczas chodziło o efekt absolutnej nowości biblijnej nauki o stworzeniu. W starodawnych mitach przedwiecznie istniał chaos, który bogowie jedynie uporządkowali, przetworzyli istniejące tworzywo, jak postępuje rzemieślnik. Jednak Bóg stworzył również sam chaos, ów bezład i pustkowie (Rdz 1,2). Zatem wszystko, co istnieje, całkowicie i bez reszty zawdzięcza swe istnienie Bogu. On jest jedynym i wszechogarniającym Panem swoich stworzeń, wszystko jest od Niego zależne i całkowicie Mu podlega. Ponieważ świat nie jest wieczny, ale miał swój początek, toteż zmierza on do ostatecznej, wyznaczonej mu przez Stwórcę pełni. Skoro Bóg jest zarazem kochającym Panem wszystkiego, to zarówno świat, jak i poszczególny wierzący Boży człowiek jedynie w tym sensie przemijają, w jakim to, co niedoskonałe, przekształca się w to, co doskonałe. Niebo i ziemia przeminą w tym sensie, że staną się nowym niebem i nową ziemią. Przemija też obecne życie Bożych przyjaciół, bo ostatecznie znajdą się oni poza jakąkolwiek zależnością od grzechu i będą uczestniczyć w Zmartwychwstaniu Chrystusa. Dziś ludzie o tym wszystkim wiedzą i mogą o wszystkim przeczytać. Właściwie zapytani, natychmiast odpowiedzą, że zgodnie z ich wiarą tak będzie, istotnie, ale ich eschatologicznym oczekiwaniom brakuje dawnej jasności i jednoznaczności, tej psychologicznej intensywności, jaką nasycona była pewność chrześcijan starożytnych. Okazuje się, że jest wiele odcieni wiary i pewności.

Wykorzystujcie chwilę sposobną…

Ten sam apostoł Paweł, który tak przekonująco zapewniał o przemijaniu postaci tego świata, usilnie zachęcał także, aby mądrze spożytkować dany nam przez Boga czas. Wyzyskujcie chwilę sposobną, bo dni są złe. Nie bądźcie przeto nierozsądni, lecz usiłujcie zrozumieć, co jest wolą Pana (Ef 5,16-17). Czy czas, w którym żyjemy, jest zły? Czyż dar od Boga może być zły? Złe może być wykorzystywanie daru i w tym sensie może on nieść niebezpieczeństwo. Z pewnością czas życia staje się nieszczęściem, jeśli nie jest on drogą ku temu, co doskonałe i ostateczne. Niestety, ten bezsensowny styl przemijania również bywa przez ludzi wybierany i tu powtarza się obserwacja psalmisty: Widziałem, jak występny się pysznił i rozpierał się jak cedr zielony. Przeszedłem obok, a już go nie było; szukałem go, lecz nie można było go znaleźć (Ps 37). Człowiek, który w obecnym życiu znalazł ostateczny sens swego życia, stracił jego zasadniczy cel.

Dla niektórych czas nigdy nie jest dobry, a okoliczności zawsze są niesprzyjające. Dla wielu ludzi w zimie jest za zimno na aktywność, a w lecie za gorąco. Nie jest sztuką działać w sprzyjających okolicznościach. Nie trzeba czekać na przyjazny czas, który może nigdy nie nadejść, ale wykorzystać ten, który jest. Oczywiście wykorzystać do dobrego, a wówczas złe dni mają szansę stać się dobrymi, dniami nadziei, rozwoju, szczęścia. Apostoł przyrównywał życie ludzkie do siewu. Kto sieje w ciele swoim, jako plon ciała zbierze zagładę; kto sieje w duchu, jako plon ducha zbierze życie wieczne. W czynieniu dobrze nie ustawajmy, bo gdy pora nadejdzie, będziemy zbierać plony, o ile w pracy nie ustaniemy. A zatem, dopóki mamy czas, czyńmy dobrze wszystkim, a zwłaszcza naszym braciom w wierze (Ga 6, 8-10).

Obecnie ofiarujmy naszym zmarłym braciom i siostrom naszą żarliwą modlitwę o Boże miłosierdzie dla nich, ponieważ sami już niczego nie mogą ani zrobić, ani naprawić.