cerkiew.pl

Przypowieść o siewcy

o. Konstanty Bondaruk, 27 października 2018

Ziarna słowa

W XXII niedzielę po Pięćdziesiątnicy (28 października) słyszymy w cerkwiach przypowieść o siewcy z 8 rozdziału Ewangelii wg. Łukasza (Łk 8, 5-15). Dowiadujemy się z niej, że ziarna zasiane na niejednakowym gruncie albo marnieją, albo przynoszą obfity plon. Sens przypowieści wytłumaczył sam Jezus Chrystus. Siewca to Bóg, natomiast ziarno to słowo Boże. Mimo iż ziarno dysponuje tą samą, ukrytą w sobie, życiodajną mocą, to urodzaj zależy od gleby ludzkich serc. Wszyscy słuchacze i czytelnicy Słowa Bożego otrzymują pewną ilość świętych ziaren. Z pewnością każdy chciałby, aby jego serce okazało się tą bardzo urodzajną glebą, a jednak w rzeczywistości z tym bywa rozmaicie.

Cztery rodzaje gleby

Mówiąc o losie ziaren, Chrystus przedstawił cztery rodzaje warunków w zależności od których ziarno albo ginie, albo daje obfity plon. Są to cztery rodzaje psychiki ludzkiej, cztery kategorie duszy. Oto jedno ziarno upadło przy drodze i było zadeptane oraz wydziobane przez ptaki. Chrystus wytłumaczył, że chodzi tu o słuchaczy, u których diabeł zabiera słowo Boże z serca, aby nie uwierzyli i nie dostąpili oni zbawienia. Ta kategoria ludzi to osoby o płytkich, przyziemnych naturach. Dbają oni głównie o to, aby dobrze zjeść, wypić, modnie się ubierać i długo spać. Ich charakter cechuje wygodnictwo. Na pełnej misie kończą się ich ideały i ambicje. To, co szlachetne i wzniosłe: prawda, dobro i piękno, nie interesuje ludzi typu uczęszczanej drogi. Ich Bogiem jest brzuch, a słowo Boże trafia u nich na grubą ścianę obojętności. Czynią wszystko na przekór temu, co jest powiedziane: nie samym chlebem żyje człowiek, ale każdym słowem, które pochodzi z ust Bożych (Mt 4,4). Istota ich mentalności to próżna ciekawość. Są to ludzie chaotyczni i roztargnieni. Wiele rzeczy rozpoczynają, bezustannie próbują, ale niczego nie kończą. Są to niewolnicy chwilowego kaprysu, amatorzy nowinek i sensacji. Uczyć ludzi o naturach ujeżdżonej drogi czegoś trwałego, to mniej więcej to samo, co pisać na wodzie. Słowo Boże nie przenika do takich serc i nie przynosi plonu.

Niewiele lepszy jest drugi rodzaj gleby, kamienisty, w którym ziarno nie zapuszcza korzeni i usycha. Chrystus wytłumaczył, że są to ludzie, którzy słysząc słowo, ochoczo je przyjmują, ale nie będąc w pełni przekonanymi, niby wierzą, ale w czas próby i pokus tracą wiarę. Jest to bardzo rozpowszechniony i dobrze nam znany typ ludzi. Słowo Boże znajduje u nich odzew, ale jest on krótkotrwały jak płomień zapałki. Na kamienistej glebie może wyrosnąć co najwyżej rzadka trawa, a ludzie z kamiennym sercem są zdolni jedynie do drobnych, nieskomplikowanych zadań. Nie są oni przeciwnikami dobrych uczynków, moralności, ascezy i chętnie trafiliby do Królestwa Bożego, jednak pod warunkiem, że stanie się to bez żadnego wysiłku z ich strony, komfortowo i łatwo. Kamienistą warstwą ludzkiej duszy jest egoizm. Oto, na przykład, takiego człowieka proszą o datek. Sięga on do kieszeni, ale pojawia się samolubna myśl: a co mnie zostanie? Przecież nie jestem bogaczem. Dobry zamiar styka się z kamienistą ścianą egoizmu i nie zostaje zrealizowany. Bywa, że ludzie noszą swe religijne przekonania jak świąteczny garnitur, który daje poczucie bycia porządnym, przyzwoitym człowiekiem, dopóki ten garnitur go nie ogranicza i do niczego nie zmusza. Kiedy jednak za swe przekonania trzeba płacić wysoką cenę w postaci wyrzeczeń i strat, wówczas powstaje pytanie: a po co mi taka wiara? Czy warta skórka wyprawki? W rezultacie człowiek włącza wsteczny bieg.

W przypowieści Chrystus powiedział także o ziarnie, które upadło wśród cierni i że oznacza to ludzi, którzy wprawdzie słuchają słowa Bożego, ale odchodzą zwabieni troskami materialnymi i urokami życia i, oczywiście, nie przynoszą plonu. Ta kategoria ludzi, to są ci, którzy chcą jednocześnie służyć i Bogu, i mamonie. Chcą żyć według Bożych przykazań, ale nie chcą zrezygnować ze świeckiej marności. Codzienne troski, dążenia i zachcianki pochłaniają ich bez reszty, odsuwając w duszy na dalszy plan wszystko, co szlachetne, ideowe i wzniosłe. Kiedy człowiek nie walczy z tą ciemną stroną swej natury, stanie się jej zakładnikiem i samo słowo Boże go nie uratuje. Próby pogodzenia daniny Bogu i daniny mamonie nigdy nie kończyły się sukcesem, bo dusza nie może się rozdwoić. Ci ludzie nie nadają się do Królestwa Bożego i w ten sposób wiele Bożych ziaren marnuje się.

Z czterech rodzajów gleby tylko jedna sprzyja dobremu urodzajowi. Według Jezusa Chrystusa są to ludzie, którzy słysząc słowo, zachowują je w dobrym i czystym sercu i przynoszą plon w cierpliwości. To są tacy ludzie, u których słowa nie rozmijają się z uczynkami. Słysząc słowo Boże, starają się oni żyć według tego słowa. To oni wykonali wolę Chrystusa, który w odpowiedzi na radosne okrzyki: błogosławione łono, które Ciebie nosiło, odpowiedział: Błogosławieni ci, którzy słuchają słowa Bożego i zachowują je (Łk 11,27). Takich ludzi nie jest zbyt wiele, ale tym jaśniejszym blaskiem świecą oni na tle pozostałych, słabych, niezdecydowanych, ni to gorących, ni zimnych. Nie są oni aniołami, nie są świętymi, niemniej to oni są solą ziemi i światłem dla świata.

Po co siać na niesprzyjający grunt?

Skoro w trzech wypadkach ziarna upadły na niepodatny grunt, to powstaje logiczne pytanie: więc po co je rzucać na zatracenie? Dlaczego siewca rzuca ziarno pomiędzy ciernie, na skałę albo na ujeżdżoną drogę? Nikt rozsądny nie będzie marnować ziarna bez jakiejkolwiek nadziei na ich wykiełkowanie i wzrost, jak nie rzuca się pereł przed świnie. Powiedziane jest w Ewangelii: Nie dawajcie psom tego, co święte, i nie rzucajcie swych pereł przed świnie, by ich nie podeptały nogami, i obróciwszy się, was nie poszarpały (Mt 7,6). Nie należy rzucać słów na wiatr ani nie powinno się mówić o rzeczach wielkich ludziom, których one w ogóle nie obchodzą. Na widok Jezusa Herod bardzo się ucieszył. Od dawna bowiem chciał Go ujrzeć, ponieważ słyszał o Nim i spodziewał się, że zobaczy jakiś znak, zdziałany przez Niego. Zasypał Go też wieloma pytaniami, lecz Jezus nic mu nie odpowiedział (Łk 23,8-9). Również przed Piłatem Pan nasz nawet nie podjął skądinąd ciekawego pytania: Cóż to jest prawda? (J 18,38). W tej postawie nie ma ani cienia pogardy wobec ludzi tak wielkich i wpływowych jak Herod i Piłat. Jest to raczej szacunek dla prawdy zgodnie z mądrością przodków: Nie mów do uszu głupiego, bo wzgardzi mądrością twej mowy (Prz 23,9). Mówić rzeczy wielkie i prawdziwe głupcowi, to jakby kleić skorupy rozbitego dzbana albo nauczać kogoś, kto usnął (Syr 22,9). Ciekawie o jałowym rzucaniu ziaren słowa, o perłach rzucanych przed świnie pisał Orygenes, teolog z III wieku. Do was, słuchacze - zwracał się Orygenes do uczestników dyskusji z Heraklidesem - kieruję prośbę, abyście nie dali powodu do oskarżenia mnie, iż marnuję perły, jakie mam zamiar tutaj zgromadzić (...). Jeśli bowiem szlachetne perły, nabyte w trudach i nocnych czuwaniach, rzucam duszom rozmiłowanym w rozkoszach zmysłowych i nurzających się w błotach cielesności oraz w nieczystościach, wówczas również do mnie odnosi się to porównanie, iż rzucam perły przed świnie (...). Toteż gorąco was błagam: przemieńcie się! To od was samych zależy metamorfoza: odrzucenie zarówno postaci świni, będącej odpowiednikiem nieczystej duszy, jak i postaci psa, co oznacza człowieka czyniącego zgiełk wokół siebie, kłótliwego i złośliwego w języku (…). Nawet kiedy przebywacie w Cerkwi, nie okazujecie gorliwości - skarżył się Orygenes - i plecami odwracacie się od słowa Bożego i od Boskich tekstów (...). Czyż wolno mi perły słowa Bożego przynosić głuchym i nieprzychylnym?

Gdyby w Ewangelii chodziło o prawdziwe ziarno i prawdziwą glebę znaną rolnikom, siew na skale, na ubitej drodze oraz wśród cierni byłby nierozumny. Jednak tu chodzi o coś innego: o dusze ludzkie, o glebę ludzkich serc. Wskutek przemiany wewnętrznej, nawet kamienne serce może przemienić się w żyzną ziemię. Ujeżdżona, ubita droga może nie być więcej deptana, a ciernie można zwyczajnie wyplenić i powyrywać. Ewangeliczny siewca nie marnuje ziaren na jałową glebę. On po prostu konstatuje wiadomy fakt, że ziarno samo „pada” na mało obiecujący grunt. Jednak mądry, Boży siewca nie przekreśla żadnej gleby; nie rozróżnia między bogatym i ubogim, miedzy mądrym i głupim – jak pisał św. Jan Złotousty. Bóg wie, że dzięki wysiłkowi i wytrwałości możliwa jest przemiany duszy. Nawet rolnik swą wytrwałą i znojną pracą może przemienić ugór i nieużytek w żyzne pole.

Słowo jest adresowane do wszystkich

W przypowieści o siewcy, jak również w wielu innych miejscach, brzmią słowa Zbawiciela: Kto ma uszy do słuchania, niechaj słucha! Oznajmiając ważne prawdy, Nauczyciel nie ma pretensji o niedojrzałość swoich uczniów. Tak, istotnie, niekiedy wręcz złości się, wypomina, że czegoś nie rozumieją, że myślą zbyt przyziemnie, że ich wiara jest słaba albo bardziej ufają doświadczeniu i swemu rozumowi niż Jemu. Nie ma natomiast do nich pretensji o to, że nie są moralnie doskonali. Z wielką cierpliwością pomaga im odkrywać ich niedojrzałość i wędrować drogą doskonalenia przez następne miesiące i lata. Ta dalekowzroczność Jezusa-Nauczyciela wynika z Jego szacunku dla prawidłowości rozwoju duchowego, które są podobne do praw rządzących życiem w przyrodzie. Liczne przypowieści odwołują się do tych praw, by objawić człowiekowi potrzebę cierpliwego dążenia do dojrzałości, która owocuje często dopiero pod koniec życia.

W swym rozwoju i dojrzewaniu człowiek przypomina ziarno rzucone w ziemię. Nim nadejdą żniwa, rolnik musi umieć czekać. Nie ma on pretensji do zboża w maju, że jeszcze nie nadaje się ono do zbioru. W życiu duchowym człowieka czas owocowania przychodzi o stosownej porze. Lecz nawet ciesząc się z urodzaju, rolnik lub ogrodnik nie dziwi się i nie pomstuje, że niektóre kłosy lub inne płody ziemi bywają puste. Wśród wielu wspaniałych owoców pracy rąk, intelektu i ducha, człowiek może na równi ze wspaniałymi wydać i takie, których on sam się wstydzi i które świadczą o jakiejś jego ułomności lub niedojrzałości. Dojrzałość nie jest wartością stałą i daną raz na zawsze. Zdarza się, że ludzie zdumiewający otoczenie swą aktywnością i sukcesami, w jakimś momencie przeżywają głęboki kryzys i stają się jak nieurodzajne pole lub drzewo. Dojrzałość nie jest wolna od kryzysów i biblijnych chudych lat, tylko sobie nieco łatwiej i spokojniej z nimi radzi. Wszyscy żyjący uczniowie Jezusa Chrystusa wciąż jeszcze są w drodze i żaden z nich, tu na ziemi, nie jest w stu procentach doskonały. O jego wartości decyduje raczej to, czy tą drogą wędruje i zmierza ku właściwemu celowi, czy zatrzymał się na niej i stoi; czy też może zmęczony jej trudem zawrócił i cofa się.

Do których my się zaliczamy?

W przypowieści o siewcy wybrzmiewa pochwała pod adresem tych, którzy wysłuchawszy słowa sercem szlachetnym i dobrym, zatrzymują je i wydają owoc przez swą wytrwałość. Zatrzymują w znaczeniu biblijnym to szerokie pojęcie, oznacza ono bowiem przejęcie się tym słowem, napełnienie się nim, kierowanie się nim w życiu, uczynienie go swoją rzeczywistością, swoją codziennością. Gdybyśmy bowiem chcieli to pojęcie zatrzymywać, tłumaczyć tak, jak je się potocznie tłumaczy, a więc przyjąć, rozumieć czyli: wiedzieć, o czym się mówi, to trzeba przyznać, że ci wszyscy, o których wspomina się w przypowieści, także usłyszeli, zrozumieli, przyjęli. Owszem, nawet z radością przyjmowali. A jednak okazuje się, zawsze coś przeszkadzało im w tym, aby dokładnie je wypełnić. Kiedy więc po raz kolejny słyszymy podczas Świętej Liturgii znajomy tekst, u niejednego może pojawić się myśl: a do której z czterech kategorii ja należę? Może jestem tym, który słucha i z radością reaguje na to słowo, ale boi się zawartych tam wymagań i wyzwań, więc w rezultacie tego słowa nie zachowuje? A może jestem tym, który rzeczywiście chętnie słucha słowa, ale jest objuczony tak wielką ilością codziennych trosk, zajęć i problemów, że nie zostaje już czasu ani miejsca, by jeszcze zajmować się Bożym słowem? A może wreszcie jestem tym, który słucha słowa i je rozumie, który czyni wszystko, aby się nim w każdej chwili kierować i aby potraktować je tak poważnie, jak na to zasługuje?

Odpowiedź na te pytania jest bardzo ważna, bo świadczy o naszej wierze. Ta z kolei nie wyraża się tym, że ktoś deklaruje się jako wierzący. Nawet regularne chodzenie do cerkwi jeszcze nie świadczy o głębokiej, prawdziwej wierze. Wiara wyraża się w tym, jak się nią żyje, jak się nią kieruje przy podejmowaniu najzwyklejszych, codziennych decyzji, najbardziej podstawowych wyborów. I w tym znaczeniu również ogromnie istotne jest poważne traktowanie Bożego słowa.

Boże ziarno - Biblia

Synonimem Słowa Bożego jest Pismo Święte - Biblia. W ciągu mniej więcej 14 stuleci, ponad 40 natchnionych autorów przekazało w formie pisemnej uniwersalne przesłanie, jakie Bóg kieruje do wszystkich ludzi wszystkich czasów. Biblię rozpatrują i traktują rozmaicie: niektórzy zaprzeczają jej boskiemu pochodzeniu i uważają jedynie za wspaniałe dzieło literackie, zabytek piśmiennictwa. Jednak z dowolnego punktu widzenia jest to niezwykła księga. Każdy, kto z modlitwą zagłębia się w Pismo Święte i studiuje je, przekonuje się, że Biblia, to naprawdę Słowo Boże, o którym Jezus powiedział, że niebo i ziemia przeminą, ale słowa Moje - nie przeminą (Łk 21,33). Apostoł Paweł dodał: Żywe bowiem jest słowo Boże, skuteczne i ostrzejsze niż wszelki miecz obosieczny, przenikające aż do rozdzielenia duszy i ducha, stawów i szpiku, zdolne osądzić pragnienia i myśli serca. Nie ma stworzenia, które by było przed Nim niewidzialne, przeciwnie, wszystko odkryte i odsłonięte jest przed oczami Tego, któremu musimy zdać rachunek (Hbr 4,12-13).

Od początku stworzenia do naszych dni Biblia nigdy nie zmieniała swego stanowiska odnośnie do Boga i człowieka, grzechu i świętości, życia ziemskiego i pozagrobowego. Nie zmienił się pogląd Biblii w kwestiach pochodzenia wszechświata, życia, światła, energii, ruchu i przestrzeni. Bóg odkrył swoim sługom to, do czego znacznie później doszli uczeni. Według geologów, we wnętrzu ziemi znajduje się rozżarzona lawa. Cierpiący Hiob wiedział o tym dużo wcześniej i powiedział: ziemia, na której wyrasta zboże, wewnątrz jest rozpalona niczym ogień. Biblia nigdy nie twierdziła, że ziemia jest kwadratowa, albo stoi na wielkim żółwiu. Tenże Hiob wyraził prawdziwy stan rzeczy jednym zdaniem: Bóg zawiesił ziemię na niczym (Hi 26). Zanim Kolumb i Magellan potwierdzili, że ziemia jest okrągła, prorok Izajasz 700 lat przed narodzeniem Chrystusa powiedział: Bóg jest tym, Który zasiada nad kulą ziemską (Iz 40). Takie przykłady można by mnożyć. Oto tylko jeden z powodów dla których, niezależnie od osobistego stosunku do niej, Biblię trzeba przynajmniej w całości i bardzo uważnie przeczytać, i choćby z grubsza - znać. Najlepiej jest, regularnie ją czytać i zgłębiać.

Moc Słowa Bożego

W przypowieści o siewcy bodaj najważniejsze jest to, że słowo Boże padając na glebę ludzkich serc, niezmiennie posiada ozdrowieńczą i odradzającą moc, obdarowuje niezliczonymi duchowymi dobrami i błogosławieństwami tych, kto postanowił pójść Bożym szlakiem. Z przypowieści wynika, że słowo Boże, już samo w sobie jest skuteczne. Nawet jeżeli słuchając je, nie do końca je rozumiemy, to jednak zawarta w nim moc wewnętrzna może dokonać cudu przemiany serca. Żadne ludzkie, choćby najpiękniejsze słowa, nie są w stanie dokonać tak wielkiego przełomu w życiu człowieka. Owszem, niektóre ludzkie słowa niosą radość, pociechę, pokrzepienie na duchu albo potwierdzają przyjaźń i miłość. Z drugiej strony, są również takie słowa, które zasmucają i przygnębiają, które niekiedy uderzają mocniej niźli pięść, które ranią tak dotkliwie, że człowiekowi nie chce się już żyć.

Słowo Boże jest nieporównywalne ze słowem ludzkim. Jeżeli człowiek wejdzie z Bożym przesłaniem w bezpośredni i serdeczny kontakt, jeżeli będzie je z uwagą i największym szacunkiem czytał, z największym skupieniem rozważał, jeżeli będzie się modlił o właściwe rozumienie i przyjęcie tego słowa, to nawet, jeżeli zabraknie mu teologicznego przygotowania, zabraknie mu znajomości metod interpretacji Biblii; nawet, jeżeli sam o sobie będzie mówił, że jest człowiekiem prostym i żadnych szkół nie kończył, to jednak cudowna wewnętrzna moc słowa i w nim dokona wiele dobrego. To nie poziom intelektualny decyduje o napełnieniu Bożym słowem, bo gdyby tak było, to dzieci i ludzie niewykształceni byliby bez szans. Decydujące jest otwarte ludzkie serce; uszy otwarte, aby usłyszeć to słowo; umysł otwarty, aby je przyjąć i odnieść do swojego życia; oczy otwarte, aby zobaczyć jego działanie w świecie; ręce gotowe do pracy, aby to słowo zamienić w czyn.

Niestety, człowiek dzięki swej wolności może się oprzeć słowu Bożemu i uczynić je bezowocnym. Nawet deszcz może się okazać bezwartościowy, jeżeli spadnie na kamień. W tym zawiera się tajemnicza relacja między łaską a wolną wolą, pomiędzy wszechmocą Boga i wolnością człowieka. Apostoł Jakub apelował: Wprowadzajcie zaś słowo w czyn, a nie bądźcie tylko słuchaczami (…) Kto zaś pilnie rozważa doskonałe Prawo, Prawo wolności, i wytrwa w nim, ten nie jest słuchaczem skłonnym do zapominania, ale wykonawcą dzieła; wypełniając je, otrzyma błogosławieństwo (Jk 1,22-25). Swego ucznia Tymoteusza Apostoł Paweł zachęcał: Ty natomiast trwaj w tym, czego się nauczyłeś i co ci powierzono, bo wiesz, od kogo się nauczyłeś. Od dziecka znasz Pisma Święte, które mogą cię nauczyć mądrości wiodącej ku zbawieniu przez wiarę w Chrystusie Jezusie. Wszelkie pismo od Boga natchnione jest i pożyteczne do nauczania, do przekonywania, do poprawiania, do kształcenia w sprawiedliwości, aby człowiek Boży był doskonały, przysposobiony do każdego dobrego czynu (2 Tm 3,14-17). My wszyscy wezwani jesteśmy do tego, aby uświadomić wartość Słowa Bożego, należycie przyjmować je do swego serca i według niego żyć.