cerkiew.pl

Słowo o małych i dobrych uczynkach

tłum. Barbara Pryzowicz, 22 sierpnia 2018

Wielu ludzi myśli, że żyć zgodnie z wiarą i wypełniać wolę Bożą jest bardzo trudno. W rzeczywistości – bardzo łatwo. Wystarczy tylko zwracać uwagę na drobiazgi, błahostki i starać się nie grzeszyć w najmniejszych i prostych sprawach. To jest najprostszy i łatwy sposób, aby wejść w świat duchowy i zbliżyć się do Boga.

Zwykle człowiek myśli, że Stwórca wymaga od niego bardzo wielkich czynów, bezgranicznego poświęcenia, całkowitego uniżenia jego osobowości. Człowiek na tyle przeraża się takimi myślami, że zaczyna bać się, aby w czymkolwiek zbliżyć się do Boga, skrywa się przed Bogiem, jak Adam, który zgrzeszył i nawet nie wnika w słowo Boże. Wszystko jedno – myśli – nic nie mogę zrobić dla Boga i dla swojej duszy, będę lepiej trzymał się z dala od świata duchowego, nie będę myślał o życiu wiecznym, o Bogu, a będę żył jak dotąd.

Na samym początku drogi do rozpoczęcia życia religijnego istnieje pewna „hipoteza wielkich dzieł”: trzeba dokonać jakiegoś wielkiego dzieła – lub żadnego. I ludzie nie czynią nic dla Boga i dla swojej duszy. Zadziwiające: im więcej człowiek jest oddany drobnym szczegółom życia, tym mniej właśnie w drobiazgach chce być uczciwym, czystym, wiernym Bogu. A tymczasem właściwego stosunku do drobiazgów powinien doświadczyć każdy człowiek, który chce zbliżyć się do Królestwa Bożego.

„Chcący zbliżyć się” – tu właśnie i kryje się cała trudność religijnych dróg człowieka. Zwykle chce on wejść do Królestwa Bożego zupełnie dla siebie niespodziewanie, w magiczny, cudowny sposób lub też – na zasadzie, że to mu się słusznie należy, poprzez dokonanie jakiegoś wielkiego czynu. Ale ani jedno, ani drugie nie jest właściwym podejściem, aby zbliżyć się do świata duchowego.

Nie w sposób magiczny i cudowny człowiek przybliża się do Boga, zostając obojętnym na ziemi na sprawy Królestwa Bożego, nie kupuje on wartości Królestwa Bożego poprzez jakiekolwiek swoje zewnętrzne postępowanie. Czyny potrzebne są do dobrego zaszczepienia w człowieku życia duchowego, niebiańskiej psychologii, dobrej woli, pragnienia dobra, sprawiedliwego, czystego serca, nieobłudnej miłości. Właśnie przez małe, codzienne czyny, to wszystko może się w człowieku zaszczepić i zakorzenić.

Drobne dobre czyny – to woda na kwiat osobowości człowieka. Nie jest zupełnie koniecznym wylanie na wymagający wody kwiat morza wody. Można wylać pół szklanki, i to wystarczy, żeby życie miało większy sens. Zupełnie nie wskazane jest dla człowieka głodnego lub od dawna głodującego zjeść pół puda chleba (pud – ros. jed. wagowa = 16,38 kg – B.P.) – wystarczy zjeść pół funta (funt – jed. masy używana w Rosji do 1924r. = 0,4095kg – B.P.), i już jego organizm odżyje.

Życie samo daje zaskakujące podobieństwa i obrazy ważności małych, prostych czynów. (…) Ktokolwiek by napoił jednego z tych maluczkich tylko kubkiem zimnej wody jako ucznia, zaprawdę powiadam wam, nie straci zapłaty swojej (Mt. 10,42). W tych słowach Pana zawiera się wyższe wyrażenie ważności małego dobra. Kubek wody – to niewiele. Palestyna za czasów Zbawiciela nie była pustynią, jak to jest teraz, była ona kwitnącą, nawadnianą krainą, i dlatego kubek wody stanowił niewielką ilość, ale oczywiście, w istocie cenną w tym czasie, kiedy ludzie podróżowali przeważnie pieszo. Ale Pan nie ogranicza się do tego w ukazaniu na małe: kubek zimnej wody. On dodaje jeszcze, żeby podawać ją choćby „jak dla ucznia”. To jest godny uwagi szczegół. I na nim należy uważnie zatrzymać się.

Najlepsze w życiu czyny, to zawsze są czyny wypełniane w imię Chrystusa, w imię Pańskie. Błogosławiony przychodzący w imieniu Pańskim, w imieniu Chrystusa. Duch, imię Chrystusa nadają dla wszystkich rzeczy i uczynków wieczną wartość, jakby one małe nie były. I prosta miłość, ofiarna, człowiecza, na której zawsze leży odblask miłości Chrystusowej, robi znaczącym i drogocennym każde słowo, każdy gest, każdą łzę, każdy uśmiech, każde spojrzenie człowieka. I oto Pan jasno mówi, że nawet nie w imię Jego, a tylko w imię Jego ucznia wypełniony mały dobry uczynek już jest wielką wartością w wieczności. W imię ucznia – to jest granica więzi z Jego duchem, Jego dziełem, Jego życiem. (…)

Przecież wiadomym jest, że nasze postępowanie może być, i często bywa egoistycznym, wewnętrznie wyrachowanym. Pan ukazuje nam na to, radzi zapraszać do siebie do domu nie tego, kto może nam oddać tym samym poczęstunkiem, zapraszając nas kolejnym razem do siebie, ale żebyśmy zaprosili do siebie ludzi potrzebujących naszej pomocy, wsparcia i pokrzepienia (…) W każdym kontakcie z innym człowiekiem powinien ciągle w sposób widoczny, bądź ukryty, przejawiać się dobry duch Chrystusa. I ta ukryta obecność ducha Bożego w prostym i dobrym kontakcie z człowiekiem jest tą atmosferą nauki, o której mówi Pan. Jak dla ucznia – jest to pierwszy stopień kontaktu z drugim człowiekiem w imię Samego Pana Jezusa Chrystusa. (…) Wielu, którzy jeszcze nie znają Pana i zadziwiającego obcowania w imię Jego, już doświadczają bezinteresownego czystego kontaktu z drugim człowiekiem, zbliżającego ich do ducha Chrystusowego. I ten pierwszy stopień dobra, o którym powiedział Pan, jak o podaniu kubka wody tylko jak dla ucznia, może osiągnąć wielu. Lepiej powiedzieć – wszyscy. A także właściwie rozumieć te słowa Chrystusa – dosłownie – i starać się pomagać każdemu człowiekowi. Ani jedna chwila podobnego kontaktu z drugim człowiekiem nie będzie u Boga zapomniana, jak i ani jeden mały ptak nie będzie zapomniany u Ojca Niebeskiego.

Jeśliby ludzie byli mądrzy, wszyscy oni dążyli by do wypełnienia małego i całkiem lekkiego dla nich czynu, przez który mogliby otrzymać dla siebie wieczne bogactwo. Ogromna szansa zbawienia ludzi polega na tym, że mogą oni wszczepić się do pnia drzewa życia wiecznego poprzez niewielki pęd – czynienie dobra. Dobro (…) najmniejsze może wywołać ogromne działanie. Oto dlaczego nie można lekceważyć drobiazgów w czynieniu dobra i mówić sobie: Większego dobra nie mogę uczynić – nie będę starał się o żadne dobro”. (…)

Rzeczywiście, małe dobro jest bardziej potrzebne, istotne w świecie, niż wielkie. Bez wielkiego ludzie mogą żyć, bez małego nie przeżyją. Ludzkość ginie nie z braku czynienia wielkiego dobra, a z braku właśnie małego dobra. Wielkie dobro jest tylko dachem, wzniesionym na ścianach – cegłach małego dobra. (…)

Człowiek, którego umysł jest dobry pokrzepia i pociesza przede wszystkim samego siebie. I to nie jest absolutny egoizm, jak niektórzy niesprawiedliwie twierdzą, nie, to jest prawdziwe wyrażenie bezinteresownego dobra, kiedy przynosi ono wyższą duchową radość dla tego, kto je czyni. Prawdziwe dobro zawsze głęboko i dokładnie pociesza tego, kto łączy z nim swoją duszę. Nie można nie cieszyć się, po wyjściu z mrocznego podziemia na słońce, do czystej zieleni i pachnących kwiatów. (…)

To jest jedyna nieegoistyczna radość – radość dobra, radość Królestwa Bożego. I poprzez tę radość człowiek zostanie zbawiony od zła, będzie żyć z Bogiem wiecznie.

Dla człowieka, który nie doświadczył właściwego dobra, wydaje się ono czasami jak nadaremna męka, nikomu nie potrzebna. (…) Pojawia się stan fałszywego spokoju, którego trudno jest się pozbyć. Tak jak dziecku jest trudno wyjść na świat z łona matki, tak i dla człowieka – początkującego trudno jest wyzwolić się ze swoich drobnych uczuć i myśli, skierowanych tylko na spełnianie swoich egoistycznych, potrzeb, i nie mogących podlegać staraniu się o drugiego, niczym nie związanego z nim człowieka.

To, oto przekonanie, że stary, wiadomy i dobrze znany stan zawsze jest lepszy niż nowy, nieznany, właściwe jest dla każdego nieoświeconego człowieka. Tylko ci, którzy zaczynają wzrastać, wstępując na drogę pragnienia poznania prawdy Chrystusowej i duchowego zubożenia przestają żałować swojego zacofania umysłowego, niespełnienia swoich zdobytych w życiu i życiem ogrzanych marzeń… Dla ludzkości trudno jest oderwać się od przyzwyczajeń. Tym po części, być może, i chroni ono siebie od niepohamowanej zuchwałości i zła. Mocne stanie w błocie czasami przeszkadza człowiekowi rzucić się głową w otchłań. Ale częściej bywa tak, że błoto przeszkadza człowiekowi osiągnąć poziom widzenia Boga lub chociażby wyjść na trwałą ziemię posłuszeństwa dla słowa Bożego. (…)

Przez małe, z największą łatwością czynione dzieło człowiek najwięcej ze wszystkich przyzwyczaja się do dobra i zaczyna mu niechętnie służyć, ale z serca, szczerze i przez to bardziej i bardziej wchodzi w atmosferę dobra. Korzenie życia ludzkiego łatwo przystosowują się do takiego podłoża dobra i wkrótce nie mogą już bez niego żyć… Tak zbawia się człowiek: poprzez małe powstaje wielkie. Ten kto jest wierny w małej sprawie będzie wierny i w wielkiej.

Dlatego ja śpiewam teraz hymn nie na cześć dobra, a dla jego nieznaczności, jego małości. I nie tylko nie zarzucam wam, że czyniąc dobro zajmujecie się drobnostkami i nie ponosicie żadnej wielkiej ofiary, ale, przeciwnie, proszę was abyście nie myśleli o jakimkolwiek wielkim poświęceniu i w żadnym przypadku nie lekceważyli drobiazgów na drodze czynienia dobra. Proszę bardzo, jeśli zechcecie, wpadajcie w nieopisaną wściekłość z jakiegokolwiek szczególnego powodu, ale nie gniewajcie się za błahostki na brata swego bez powodu (Mt. 5,22).

Wymyślajcie w razie konieczności jakieś niedorzeczne kłamstwo, ale nie mówcie swojemu bliźniemu w codziennym życiu nieprawdy. To jest drobnostka, ale spróbujcie to czynić, i zobaczycie, co z tego wyniknie. Odłóżcie na bok wszystkie rozważania: dozwolone lub niedozwolone jest zabijanie milionów ludzi – kobiet, dzieci i starców; spróbujcie przejawić swoje moralne uczucie w drobnostce: nie zabijajcie ani razu osobowości swojego bliźniego ani słowem, ani aluzją, ani gestem.

Przecież dobrem jest i powstrzymać siebie od zła …

I tutaj, w drobnostkach, możecie łatwo, niepostrzeżenie i odpowiednio dla siebie wiele zrobić. Ciężko w nocy jest wstać do modlitwy. To zróbcie to rano – jeżeli nie jest możliwe to w domu, to przynajmniej w drodze do swojej pracy i myśli są wolne – przeniknijcie w „Ojcze nasz”, i niech w waszym sercu odezwą się wszystkie słowa tej krótkiej modlitwy. I na noc, przeżegnawszy się, oddajcie siebie z całego serca w ręce Ojca Niebieskiego… To całkiem łatwe… I dajcie, dajcie wody każdemu, kto tego będzie potrzebował, dajcie kubek, pełny prostego i dobrego kontaktu z każdym potrzebującym tego człowiekiem. Takiej wody w każdym miejscu są całe rzeki – nie bójcie się, nie zabraknie jej, zaczerpnijcie dla każdego po kubku.

Zadziwiająca drogo „ małych uczynków”, śpiewam ci hymn! Otaczajcie, ludzie, siebie, przepasujcie się małymi czynami dobra – łańcuchem małych, prostych, lekkich, cennych dobrych uczuć, myśli, słów i czynów.

Zostawmy wielkość i trud, one są dla tych, kto lubi to, a dla nas, którzy jeszcze nie polubiliśmy wielkich dzieł, Pan Swoim miłosierdziem przygotował, rozlał wszędzie, jak wodę i powietrze, małą miłość.
 
Archimandryta Jan (Kriestiankin)

Tekst źródłowy: „Непознанный мир веры”, Сретенский монастырь, 2007, s. 286-293.