Cerkiew.pl
cerkiew.pl

Wspomnienia pielgrzyma: Święta Góra Jawor

Krzysztof Tarasiuk, 09 sierpnia 2018

Radujsa blahodatnaja Bohorodice Diwo wsim pogibajuszczim spasajuszczaja*.

Refrenem tego akatystu do Bogurodzicy rozpoczęliśmy XXVIII pielgrzymkę na Świętą Górę Jawor. Była to dla nas droga pełna duchowych uniesień, modlitwy, śpiewów, zapachów i wszechogarniających pięknych krajobrazów: łąk i gór, pól i dróg. W takiej właśnie atmosferze kilkudziesięcioosobowa grupa pielgrzymów zmierzała na święto apostołów Piotra i Pawła.

Pielgrzymowaliśmy z miejscowości Pielgrzymka, z cerkwi pod wezwaniem św. Archanioła Michała. Pielgrzymkę zorganizowało, z błogosławieństwa arcybiskupa Paisjusza, diecezjalne bractwo młodzieżowe. Opiekunami duchowymi, przemierzającymi wraz z pielgrzymami tereny tejże diecezji, byli o. Julian Felenczak, o. Jarosław Grycz, o. Marek Gocko oraz o. Mirosław Cidyło.

Już od samego początku tej niesamowitej wędrówki dało się odczuć wyjątkową atmosferę i chęci wspólnego niesienia trosk, próśb i podziękowań Bogu za wszelkie łaski, jakimi nas obdarza każdego dnia pielgrzymowania ku zbawieniu.

Trasa pielgrzymki wiodła przez takie miejscowości jak: Pielgrzymka, Folusz, Bartne, Gładyszów, Regietów, Hańczowa, Wysowa Zdrój, aż na górę Jawor.

Pierwszy dzień pełen słońca, zapachu polnych kwiatów, pełnych łanów zboża rozmaitego i zieloności traw okraszających naszą wędrówkę, był wypełniony śpiewami pieśni, które niejednokrotnie były dla nas, kilkuosobowej grupy z Podlasia, nowością i odkryciem nowych słów i dźwięków, jakie można śpiewać w czasie pielgrzymowania.

Prenebesna preczudesna Diwo Marije, Ty nam Maty wsim jedyna najmylijsza Twogo Syna Diwo Marije.

Idąc łąkami, dotarliśmy do podnóża Magurskiego Parku Narodowego. Tuż za Foluszem, nad strumykiem Kłopotnica, zatrzymaliśmy się na pierwszy postój, chłodząc się i popijając wodę prosto z górskiego potoku. Trzeba było nabrać sił przed wejściem na szczyt Magury (842 m) i teren rezerwatu Kornuty ze szczytem Kornuty (830 m). Droga wiodła wąską kamienną ścieżką pełną korzeni i powalonych pni. Trudno było iść ku górze i jednocześnie śpiewać, więc każdy w ustroniu własnego serca cicho modlił się i twardo parł na szczyt. Na górze czekała na nas miła niespodzianka. O. Mirosław Cidyło wjechał na górę od strony Bartego na motorze i przywiózł znużonym pielgrzymom kompot z porzeczek i słodkie bułeczki, które ucieszyły najbardziej dzieci i młodzież. Na szczycie był czas na pokrzepienie i nabranie sił. Dla chętnych pielgrzymów o. Mirosław zaproponował przejście szlakiem na położony obok polany przepiękny rezerwat przyrody Natura 2000, Kornuty z pięknymi zespołami roślinnymi buczyny i skał zbudowanych z piaskowców magurskich odpornych na wietrzenie.

Preczystaja Diwo maty naszoho kraju, z anhelami i swiatymi Tia welyczaju.

Parafrazując naszą ziemską wędrówkę, gdy nieco pokrzepiliśmy się dotarciem na szczyt, ruszyliśmy dalej ścieżynką z góry do miejscowości Bartne nad Bortnianką. Tam w cerkwi świętych Kosmy i Damiana mieliśmy molebień, po którym zaproszono nas do świetlicy na wspaniały postny obiad, przygotowany przez bortniańskie gospodynie.

Po kolacji o. Mirosław zabrał nas do starej cerkwi świętych Kosmy i Damiana i opowiedział o jej historii. Oprowadził nas także po starym cmentarzu i wszyscy udaliśmy się na modlitwy wieczorne. Dla sporej grupy pielgrzymów trudno było rozstać się z piękną świątynią, więc wraz z ojcem przeczytaliśmy wielkie powieczerze. Przed pójściem na odpoczynek sporo było jeszcze pytań, na które jegomość (określenie duchownego, powszechne na Łemkowszczyźnie) rzetelnie odpowiadał. Poruszające były historie związane z dawnymi mieszkańcami Bartnego, historie kamieniarzy trudniących się wykonywaniem krzyży z kamiennych bloków, które do dziś można podziwiać na starym cmentarzu oraz w innych pobliskich miejscowościach. Piękna była również historia związana z mnichami z Ławry Pieczerskiej, którzy właśnie w Bartnem założyli skit. Na zakończenie naszej rozmowy usłyszeliśmy od ojca piękną historię, dotyczącą jego rozmowy z jednym z athoskich starców. Podsumowaniem tej rozmowy były słowa starca, iż najważniejsza w życiu jest czystość. Człowiek powinien się określić, czy w swoim życiu chce się ożenić, czy też pójść do monasteru. Jeśli tego nie uczyni, straci czystość, a aby ją odzyskać, trzeba się bardzo natrudzić, co prostym nie jest.

Ty znajesz Boże moi bażannia, molytwu czujesz ty moju Ty znajesz serca moho strażdanija, koly ja sam sia zalyszu.

Kolejny piękny dzień naszej wędrówki rozpoczął się Boską Liturgią odprawioną w cerkwi, po której bortniańskie gospodynie uraczyły nas śniadaniem. Tak pokrzepieni i duchowo, i cieleśnie wyruszyliśmy ze śpiewem na ustach w stronę Hańczowej. Znowu droga pod górę, przez las, zrobiona z drewnianych bali, aby deszcze, które często w górach padają, nie rozmyły jej. W skupieniu i ciszy dotarliśmy do Prawosławnego Ośrodka Miłosierdzia ELEOS w Gładyszowie, gdzie przygotowano nam obiad. Odśpiewaliśmy także Spasy Hospody pod wyświęconym krzyżem na placu, gdzie w przyszłości stanie nowa cerkiew.

Tobi wsi swiatii slużat Bogorodyce i my hryszny Tebe slawym o Wladyczyce.

Dalej trasa naszej pielgrzymki wiodła przez Regietów, Skwirtne, aż do Hańczowej, do cerkwi pw. Opieki Bogurodzicy. Wieczorem celebrowano całonocne czuwanie przed świętem apostołów Piotra i Pawła. Była to służba bardzo uroczysta, cerkiew wypełniła się po brzegi przybyłymi pielgrzymami i lokalną społecznością. Świetności dodała jej wizyta arcypasterzy: władyki Paisjusza, ordynariusza diecezji przemysko-gorlickiej i władyki Atanazego, ordynariusza diecezji łódzko-poznańskiej. Po wieczornym nabożeństwie parafia w Hańczowej przyjęła nas na bardzo uroczystą kolację, po której udaliśmy się na spoczynek. Pozostał nam jeszcze jeden, niestety ostatni dzień pielgrzymowania na Świętą Górę Jawor.

Jak harno w chrami Twoim Bogorodyce, jak lehko duszy i teplo.

Po porannym molebniu do pielgrzymujących zwrócił się ze słowem ojciec Władysław Kaniuk. Opowiedział o historii pielgrzymowania na Świętą Górę Jawor, historii pięknej, bo już 28-letniej. W tej pierwszej, z Bartnego w 1991 r. wzięli udział: dzisiejszy wladyka Atanazy, obecny opiekun bractwa o. Julian Felenczak i inni, których dzieci dziś idą na Świętą Górę Jawor.

Idea pielgrzymki narodziła się, dlatego że na Łemkowszczyźnie jest wioska Pielgrzymka, choć prawdę mówiąc, jak zauważył ojciec Władysław, historia pielgrzymowania do miejsc ważnych dla chrześcijan jest bardzo stara. Sięga czasów, kiedy to cesarzowa Helena wyruszyła do Ziemi Świętej w celu odnalezienia drzewa Krzyża Pańskiego.

Ojciec dodał, że można uznać, że od tego czasu rozpoczęło się pielgrzymowanie nie tylko do Jerozolimy, ale i do każdego miejsca, gdzie byli dobrzy chrześcijanie, bo złych chrześcijan nie powinno być. Wszystkich ich łączyła miłość do Boga, do Cerkwi, ale i miłość do swojej rodzimej ziemi. Ojciec zauważył, że obecność młodych ludzi pielgrzymujących przez utrudzoną i doświadczoną ziemię Łemkowszczyzny, nie jest tylko fizycznym uczestnictwem, ale i łącznością z duchem tej modlitwy, która tu w opuszczonych wioskach, kiedyś rozbrzmiewała ustami przodków. Raduje się dziś serce i dusza, że duch nie przepadł, że jest i trwa w ludziach, którzy swoją obecnością dają świadectwo o żywym Bogu i zmierzają na Górę Jawor. Czas pielgrzymowania to czas odnowy, oczyszczenia z trosk dnia codziennego. Jest to czas potrzebny i błogosławiony. 

O Wsepitaja Caryce ukrepy naszu lubow, Welyczaty Tebe budem, pisniamy swiaszczennych sliw.


Jeszcze tylko kilka kilometrów, jeszcze krótka modlitwa w cerkwi w Wysowej, ostatnie podejście pod górę Jawor, piękna droga, gdzie drzewa pochylają się nad pielgrzymującymi jak omoforion Przenajświętszej Bogurodzicy nad losami ludzkimi. Tak oczom zmierzających do celu ukazała się urocza i bliska sercom wielu polana. Mimo że ostatnie wydarzenia związane z odebraniem prawosławnym świątyni i brakiem możliwości pomodlenia się w miejscu, gdzie wiele lat modlono się wspólnie z innymi konfesjami, powodują cichy płacz i gorycz, władyka Paisjusz w swoim świątecznym kazaniu wypowiedział pokrzepiające słowa do zebranych: Moc Boża w niemocy się doskonali, uciszając to rozczarowanie i smutek. Pozostaje radość świąteczna i ogromna wdzięczność Bogu za siły fizyczne i duchowe, niezbędne, by dotrzeć na Świętą Górę Jawor.

Apostolow perwoprestolnycy, i wselennyja uczytielije. Wladyku wsich molyte myr wselennij darowaty i duszam naszim wieliju mylost.

* Wszystkie teksty modlitw podane zostały w języku łemkowskim.