cerkiew.pl


Co robić, gdy czujemy, że nasza wiara słabnie?

Łukasz Kobeszko, 10 lipca 2018

Nie czujesz Bożej obecności? Czy w kryzysie wiary należy prosić Boga o nadzwyczajne znaki? Tracisz wiarę, gdy widzisz grzechy innych wierzących? Oto najprostsze leki, które powinniśmy zażywać w trakcie kryzysu wiary.

Gdy przeżywamy trudności w życiu duchowym, najgorszym rozwiązaniem jest myślenie typu „jestem do niczego, Bóg i wiara są zupełnie nie dla mnie”. Warto wiedzieć, jakie lekarstwo na kryzys wiary proponują mistrzowie duchowości z chrześcijańskiego Wschodu.


Kryzys wiary jak objawy choroby

Greckie słowo κρίσις (czyt. krisis), zaadoptowane do większości innych języków, pozostaje wieloznaczne. Można je tłumaczyć jako moment, w którym pojawiają się problemy, kłopoty i trudności, ale również jako czas przełomu lub „sądu” nad rzeczywistością, kiedy powinniśmy podjąć decyzję, jak postępować.

Ojcowie Kościoła i święci wielokrotnie nauczali, że dobry przykład ilustrujący zjawisko kryzysu wiary stanowi funkcjonowanie ludzkiego ciała. Gdyby nie wystąpiły w nim przełomy w postaci objawów chorobowych lub badania nie wykryły rozwijających się schorzeń, lekarze nie mogliby wdrożyć odpowiedniej terapii i wyleczyć pacjenta. Choroba, mimo że przynosi złe skutki dla organizmu, sama w sobie nie jest złem. Niesie ze sobą szansę powrotu do zdrowia, a nawet jego wzmocnienia w przyszłości.

Złym pomysłem jest tylko brak leczenia lub zupełne lekceważenie jej objawów. Oto najprostsze leki, które powinniśmy zażywać w trakcie kryzysu wiary.


Nie czujemy Bożej obecności?

Doświadczyć tego stanu może nawet osoba, która regularnie się modli, przyjmuje sakramenty i nie opuszcza nabożeństw. Inni mogą wówczas podziwiać naszą zewnętrzną gorliwość, ale sami czujemy, że „coś jest nie tak” i Bóg jakby znika z naszego horyzontu. Pojawia się pokusa porzucenia modlitwy i sakramentów, chociażby „na jakiś czas”. To błędna droga. Pod żadną wymówką z nich nie rezygnujmy! Trzymajmy się kilku stałych, prostych i powtarzanych od lat modlitw. Bóg zobaczy nasze chęci i w swoim czasie znów napełni nas pokojem. Józef Watopedski zachęcał wtedy do szczerych rozmów z naszym ojcem duchowym (lub spowiednikiem) oraz zaufanymi braćmi i siostrami w wierze. Kilka pozytywnych słów wypowiedzianych przez bliźniego może sprawić olbrzymią przemianę serca!


Czy w kryzysie wiary należy prosić Boga o nadzwyczajne znaki?

„Boże, jeżeli jesteś, daj mi jakikolwiek znak, odpowiedz na moją niedolę” – przez wieki wołała i wciąż woła ludzkość, a nawet natchnieni autorzy Pisma Świętego. „Szukajcie Pana, gdy się pozwala znaleźć, wzywajcie Go, dopóki jest blisko!” – mówi nam jednak Księga Izajasza. Gdy wydaje się nam, że Bóg milczy i nie odpowiada na nasze prośby, może zamiast prosić Go o nadzwyczajną interwencję, potraktujmy jako „znak” zagadkową ciszę z Jego strony. A jeżeli w ten właśnie sposób, subtelnie i delikatnie, Pan chce nam coś pokazać? A może tym oczekiwanym „znakiem” jest nasz bliźni spotykany na naszej codziennej drodze, który nie oczekuje od nas wielkich dzieł, a zwykłej życzliwości, uśmiechu, dobrego spojrzenia? Ojcowie przypominają, że to one właśnie mogą czasem nawet uratować komuś życie, doczesne lub wieczne.


Nasza wiara słabnie i nie jesteśmy pewni Bożej pomocy?

Paisjusz Atoski mawiał: postępujcie jak małe dziecko, które widzi przed sobą niebezpieczeństwo. Chwyta się kurczowo koszuli taty lub sukienki mamy i z całej siły obejmuje, nie chcąc ich puścić, przytula się i chowa głowę przy ich sercu. Gdybyśmy tak potrafili postępować z Bogiem, gdy przychodzą problemy duchowe lub tracimy nadzieję na Bożą pomoc – z pewnością nasza wiara miałaby mocniejszy fundament! Jesteśmy Bożymi dziećmi, więc nie wstydźmy się okazywać prostego zaufania Panu, szczególnie w chwilach próby.


Myślisz, że Bóg nie dał ci łaski wiary?

Archimandryta Sofroniusz zwrócił uwagę, że to częsta wymówka wielu przeżywających trudności w wierze. Warto wtedy jednak przypomnieć sobie ewangeliczną przypowieść o talentach. Bóg daje dary każdemu, w różnym oczywiście stopniu, ale niczego nie zrobi bez naszej najmniejszej zgody i chęci. „Oto stoję u drzwi i kołaczę: jeśli kto posłyszy mój głos i drzwi otworzy, wejdę do niego i będę z nim wieczerzał” – czytamy w Apokalipsie świętego Jana. Najważniejsze, aby w momentach największych zwątpień wciąż nasłuchiwać tego pukania i zawsze otwierać serce, mówiąc: Panie, jestem słaby i bezradny, ale przyjdź i zostań ze mną, bo ma się ku wieczorowi!


Tracimy wiarę, gdy widzimy grzechy innych?

Sylwan Atoski polecał wtedy modlitwę w dwóch intencjach. Po pierwsze za nas: o wyzwolenie z pychy osądzania i własne nawrócenie, a dopiero potem za drugiego człowieka. Jeżeli ktoś mówił: straciłem wiarę, bo pewien duchowny lub mnich źle mnie potraktował, radził modlić się takimi słowami: „Panie, jeżeli jesteś, to daj mi ducha pokajania za grzechy i pomóż mi, bym służył Ci sercem i duszą i nikogo nie gorszył”. Wtedy doznamy prawdziwego przebaczenia i łaski wzmocnienia naszej wiary, dzięki której nawrócą się również inni.


za: aleteia.org
fot. o. Sofroniusz, za: orthphoto.net