cerkiew.pl


Duchowość Pustyni (II)

tłum. Joachim Jelisiejew, 23 czerwca 2018

Duchowość Pustyni (II)

Poprzednio mówiłem o mieszkańcach pustyni, a teraz chcę podzielić się rozważaniami nad znaczeniem słowa pustynia. Już mówiłem, że geograficznie patrząc, pustynie różnią się między sobą. Mogą to być bezkresne pustynie Egiptu, lub zamknięte wśród gór pustynie Atosu. Pustynią może być każde miejsce, gdzie nie ma nic prócz Ciebie, ziemi pod stopami i nieba nad głową, oraz samotności, a niekiedy przerażenia czy radości ogarniającej niebo i ziemię.

Na pustyniach Egiptu ludzie spotykają ogrom, niezmierzony bezkres ziemi i nieba wokół nich. Spędziłem dzieciństwo w Persji i nieraz widziałem na granicy pustyni pastucha okrążonego owcami. Gdy wspominam to teraz, uderza mnie widok bezkresnego sklepienia niebieskiego i równie bezgranicznej pustyni, a pomiędzy nimi drobnego stworzenia stojącego na straży innych drobnych stworzeń, okrążonych niebezpieczeństwami, śmiercią, całą niszczycielską siłą natury. Jedyną różnicą między pasterzem, a owcami jest jego zaangażowanie: pasterz stoi równie kruchy i mały jak jego stado, ale obdarzony miłością do tego stada i troską o nie, gotowy oddać życie w obronie jego czystości i całości, i zaopatrzony w tysiącletnie doświadczenie innych pasterzy, którzy także czuwali nad bezpieczeństwem innych delikatnych stworzeń. Myślę, że ten obraz pasterza pozostał we mnie i może stanowić moje usprawiedliwienie, gdy opowiadam o pustyni tak, jakbym coś o niej wiedział. A nie wiem nic, poza głębokim wrażeniem tego obrazu, który tkwi we mnie już prawie siedemdziesiąt lat. To obraz nieskończoności wokół i mikroskopijności człowieka, mieszkańca pustyni, który jest śmiertelnie zagrożony i nie może nawet mieć nadziei na pomoc i ratunek z zewnątrz, a jednak umie stać wiernie i z nadzieją. To także obraz równowagi pomiędzy przerażeniem a nadzieją, nadzieją mocniejszą niż rozpacz, bowiem można odnaleźć bezpieczeństwo w Bogu lub chociaż w mądrości. Nowo przybyli mieszkańcy pustyni także odczuwali tę równowagę, a potem znajdowali doświadczonych przewodników, którzy dawali im zachętę, poczucie bezpieczeństwa i odwagę, gdy stwierdzali "Doświadczyłem wszystkiego tego, co ty; nie musisz się bać niczego, co tu spotkasz". A na pustyni było czego się bać. Choć pusta na mapie, w rzeczywistości jest ona zasiedlona przez hieny, dzikie koty, tygrysy i lwy; zwierzęta, które oglądamy bez strachu zza krat w zoo, ale które wydawałyby się nam śmiertelnie niebezpieczne przy spotkaniu ze względu na ich głód, na ich dzikość, której nie ujarzmiła miłość. Niektórzy święci oswajali te zwierzęta nie stosując siły, ale poprzez wewnętrzną obecność Boga, która wnosiła harmonię tam, gdzie wcześniej dysharmonia była wprowadzona przez grzech.

Poza tym strachem były jeszcze lęki zrodzone z samotności. Nikt nie rozpraszał uwagi mieszkańców pustyni i ich uwaga skupiała się na nich samych, na zamęcie panującym w ich sercach, w ich umysłach, na impulsach płynących z ciała, na wspomnieniach przeszłości, marzeniach, na wszystkim tym, co zawładnęło nimi, bo nie byli chronieni i rozpraszani przez zewnętrzny świat. Może pamiętacie, że Pascal powiedział, że rozrywka jest jedynym ratunkiem jaki mamy, a jednak jest najgorszym złem. Tak, jest to chwila oddechu, odpoczynku, ale jednocześnie jest to powrót do świata, a odwrót od poszukiwań Boga.

Zatem mieszkańcy pustyni musieli zmierzyć się z samymi sobą. Ta próba była pierwszą z całego cyklu doświadczania ludzkich problemów, ale i pokus wnoszonych w ich życie przez diabła. Św. Jan Klimak w „Drabinie” radzi, by nowicjusze początkowo spędzali wiele lat w zgromadzeniu mnichów, by przyzwyczaić się do konfliktów ludzkich, zanim w samotności zmierzą się z wewnętrznymi konfliktami i z biesami, które wykorzystają ich samotność i brak ochrony ze strony nauczyciela czy braci.

Przykładowo: św. Joannicjusz usłyszał w cerkwi słowa "modlić się nieustannie". Te słowa dotarły do niego i do głębin istoty zgodził się z nimi, więc odszedł w góry i rozpoczął nieustanną modlitwę. Był analfabetą i znał jedynie Modlitwę Pańską, więc powtarzał ją, rozważając słowa aż do granic, do których mógł je zrozumieć i przyjąć. Następnie rozpoczynał ponownie wzbogacony rozmyślaniem i doświadczeniem, które te słowa wniosły w jego życie. I wszystko szło doskonale, dopóki świeciło słońce. Potem nadszedł zmierzch i stopniowo zapadła ciemność, a jednocześnie rozpoczęły się odgłosy miękkich stóp i trzaski gałązek, a wokół zaświeciły się oczy. Joannicjusz słyszał jęki ofiar złapanych przez ptaki i drapieżniki i poczuł, że jest tak mały, wrażliwy, niezdolny do obrony. Nie mógł nic zrobić, bo nawet nie widział wrogów, nie umiał ich nazwać. I wtedy zaczął wołać słowami, których nigdy wcześniej szczególnie nie rozważał: "Panie Jezu, wybaw mnie, Panie Jezu Chryste, Synu Boży, wybaw mnie!". I tak wołał całą noc, aż nadszedł poranek i zapadła cisza. Wszystko wyglądało całkowicie bezpiecznie, ale Joannicjusz już wiedział, że za każdym kamieniem kryły się drapieżniki, które przerażały go nocą. Dlatego kontynuował wołanie i modlił się słowami Modlitwy Pańskiej zrozumiawszy, że jeśli Bóg nie ochroni go, to jest zgubiony, martwy, rozdarty na strzępy. Dużo później odwiedzający go asceta spytał: "Powiedz, Joannicjuszu, kto nauczył cię modlić się nieustannie?" i Joannicjusz odpowiedział: "To przez demony nauczyłem się modlić. Gdy już przyzwyczaiłem się do samotności, do nocnych strachów, do zwalczania wewnętrznych problemów, to zostałem oblężony przez demony i musiałem z nimi walczyć. Nie mając żadnego oparcia poza Bogiem dzień i noc wołałem o pomoc i zmiłowanie". W tej walce z strachem, pustelnicy mogli się oprzeć na wierze w Boga i na pewności, że Bóg przemówił powołując ich, a zatem wziął odpowiedzialność za to, co się stanie z nimi. To rodziło w nich nadzieję silniejszą niż rozpacz, pewność że w Bogu jest bezpieczeństwo i że mogą pozostać na pustyni, modląc się w różny sposób, ale ostatecznie po prostu stojąc w obecności Boga, będąc coraz bardziej otwartym na Niego. U Joannicjusza początkiem było wołanie o pomoc. U Marii Egipskiej było to wołanie o zmiłowanie i wybaczenie. Św. Izaaka Syryjczyka być może właśnie ta droga doprowadziła do stwierdzenia, że jedyną modlitwą, którą warto odmawiać, jest "Panie, zmiłuj się!" wiedząc, że słowo "zmiłuj się" zawiera cały wachlarz kontaktów z Bogiem: Jego wybaczenie, propozycję nowego życia, dar siły i zachęty do walki o nie i dar łaski. aby je osiągnąć.

Zakończę tutaj. Na następnym spotkaniu będę dalej próbować analizować wspólne cechy pustyni. Być może dojdę do kilku konkretniejszych cech, które są charakterystyczne dla pustyni i odróżniają ją od klasztorów miejskich czy bliskich siedzibom ludzkim.

Zanim rozejdziemy się, chcę powiedzieć, że jest kilka książek, które mogą was zainteresować (wykład odbył się w roku 1986, w Anglii - przyp. tłum.). Ważnym wstępem do historii pustyni Egiptu jest książka Derwasa Chitty’ego "A pustynia stała się miastem...". Jest wiele książek zawierających żywoty lub sentencje (Apoflegmaty) Ojców i Matek Pustyni. Jest "Łąka" św. Jana Moschosa, książka Heleny Waddell "The Desert Fathers", i oczywiście jest Filokalia. Prócz tego można przeczytać pisma św. Jana Klimaka i bardziej kompletne wersje żywotów świętych, z historiami i anegdotami, które pokazują ich osobowość i charakter. Każdy ze świętych, których próbuję teraz omówić wspólnie, był niepowtarzalną osobą, kontaktującą się z Bogiem w niepowtarzalny sposób i dlatego przemawia do części ludzi bardziej niż do innych; może być przewodnikiem jednych bardziej niż innych.
 
metropolita Antoni Bloom
14.11.1986