cerkiew.pl

Święci pierwszego kontaktu - felieton o. Pawła Cechy

ks. Paweł Cecha, 29 grudnia 2017

O prawosławiu w Polsce mówi się mało (a jak już się mówi, to pojawia się oburzenie, że media wygadują bzdury). Statystyczny Polak wie o prawosławiu niewiele. Kojarzy je trochę z Rosją, cebulastymi kopułami albo wakacjami w Grecji, ale nie zna szczegółów. Tym bardziej cieszy, że znalazł się ktoś, o kim można śmiało powiedzieć, że ewangelizuje naród przez nowe media. Gdybym zasiadał w kapitule nadającej ordery osobom zasłużonym za promocję i propagowanie prawosławia w Polsce pierwszym nagrodzonym zostałby Szymon Hołownia. Szymon przemyca do swoich książek, audiobooków, felietonów i wystąpień wiele treści o prawosławiu. Wykorzystując swoją rozpoznawalność, pisze o szczególnie czczonych przez nas świętych, docieka i inspiruje tych bliżej i dalej od Kościoła. Niejednego zachęcił by choć na chwilę zajrzał do cerkwi.

Pewnego listopadowego poranka musiałem wstać skoro świt i ruszyć w stronę monasteru w Holandii, gdzie tego dnia miałem służyć Liturgię. Wczesna pobudka i brak kawy robił swoje - oczy na zapałki. Dwie godziny w aucie to była doskonała okazja by w spokoju przesłuchać audiobook „Jak zostać świętym”, wydanym przez wydawnictwo RTCK (Rób to, co kochasz). Jednym z bohaterów audiobooka był św. Jan z Kronsztadu, znany i lubiany święty, do którego nie czułem jakoś duchowej mięty (kadzidła?). I nagle szok, nie wiem, czy bym z nim wytrzymał w jednym pomieszczeniu, ale to arcyciekawa postać! W monasterze pierwszą ikoną, jaką zobaczyłem, była ikona św. Jana. Po Liturgii, podczas wspólnego posiłku, siostry czytały „Moje życie w Chrystusie”. Pomyślałem sobie, że św. Jan mnie prześladuje, ale wiem, że z własnej, nieprzymuszonej woli nie wpadłbym, by kontynuować już w domowym zaciszu zapisków św. Jana, gdyby nie poranna opowieść Szymona Hołowni o tym świętym.

Podczas różnych nabożeństw, a najczęściej akatystów, często przytaczany jest życiorys świętego. Chyba najczęściej w Polsce jest to opowieść o męcz. Gabrielu - że dziecko, że psy, że spalona rączka. Ciekawsze jednak zdaje się dowiedzieć, czego moglibyśmy się nauczyć od tego świętego dziecka. I właśnie taka jest ta książka - nie tylko biografia i suche fakty, ale przesłanie, że to byli ludzie tacy jak my. Zmagali się ze swoimi problemami, toczyli walkę z grzechami i na końcu tej drogi otrzymali korony zwycięstwa.

Gdyby nie ta książka, wielu moich nie tylko prawosławnych, ale też katolickich znajomych nie dowiedziałaby się o księżnej Elżbiecie Fiodorownej - kobiecie, która pokazała, że prawdziwa miłość jest silniejsza niż śmierć. Dzięki książce zobaczyli, że droga ku świętości czasem wiedzie przedziwnymi ścieżkami, jak u św. Serafima Wyrickiego. Leniwych może zmobilizować przykład wielkiego atoskiego autorytetu - starca Józefa Hezychasty.

W książce oczywiście są przedstawione także postacie kanonizowane przez Kościół rzymskokatolicki oraz te, które chociaż nie są jeszcze przedstawione na ikonach, to co do ich świętości autor nie ma wątpliwości. Po co miałby więc o nich czytać prawosławny? A po to, żeby uświadomić sobie, że jest wiele dróg do świętości oraz jak wielkim dramatem są podziały wśród chrześcijan. I najważniejsze, zacząć naśladować Chrystusa i dążyć do tego, by kiedyś trafić na ikonę. Naturalnie z aureolą wokół głowy.

Książka nie nawołuje do prozelityzmu, nasze prawosławne oczy nie skalają się również zapoznaniem z życiorysem świętych katolików. Skoro czytamy biografie nie tylko świętych, to dlaczego by nie zapoznać się z osobami, które kompletnie zaufały Panu Bogu. Jeśli biografia Steve’a Jobsa może być fascynująca dla poszukujących inspiracji w życiu, to dlaczego takiej samej funkcji nie może spełnić biografia św. Genowefy z Paryża?

Brakuje ci pomysłu na prezent świąteczny/noworoczny/bezokazyjny? Śmiało polecam „Świętych pierwszego kontaktu” i audiobook „Jak zostać świętym”. A w nowym roku życzę byśmy wszyscy przybliżyli się do świętości, do której wszyscy jesteśmy powołani.


fot. za: Wydawnictwo Znak