cerkiew.pl


Hieromnich Jonasz: Alkoholizm to duchowa degradacja (wywiad)

tłum. Stefan Dmitruk, 31 sierpnia 2017

Wywiad z hieromnichem Jonaszem (Zajmowskim) z monasteru św. Daniela Słupnika w Moskwie, koordynatorem Centrum i Programu „Metanoia”. Rozmowę przeprowadziła Maryna Mierenczenko (portal pravmir.ru).

Maryna Mierenczenko: Ojcze Jonaszu, świeccy psychologowie często twierdzą – alkoholicy oraz ludzie uzależnieni myślą, że ich życie jest bezcelowe. Czy zgadza się ojciec z tym twierdzeniem?

Nie mogę zgodzić się z tym, że to jedyna i główna przyczyna alkoholizmu. Rozwój alkoholizmu zależy od czynników biologicznych, psychologicznych i społecznych. Człowiek może pić ponieważ w jego życiu nie ma Boga, nie ma siły, która go podtrzymuje, kocha, martwi się o niego.

Jak wygląda praca z ludźmi uzależnionymi w centrum kierowanym przez ojca?

Centrum nazywa się „Metanoia”. W języku greckim oznacza pokajanie, zmianę stanu umysłu. Osobom trafiającym do nas proponujemy wdrożenie głównych zasad prawosławia: czytamy Ewangelię, mówimy o modlitwie, spowiedzi, Eucharystii, ale też o metodach pokonania uzależnienia. W naszym centrum funkcjonują grupy samopomocy skupiające ludzi dążących do pokonania swojej choroby.

Wśród prawosławnych osób funkcjonują różne oceny działalności grup anonimowych alkoholików. Według jednej z nich uzależnienie od alkoholu zależy od grupy.

Nasze centrum od ponad 11 lat (od 1999 r. – przyp. S. D.) pracuje na podstawie programu „Metanoia”. To efektowna metoda pokonania choroby. Część ludzi z grup anonimowych alkoholików odzyskuje zdrowie i żyje Cerkwią (ros. wocerkowlajutsja). Błogosławią Boga za swoje wyzdrowienie, stają się parafianami naszego monasteru lub innych parafii.

Alkoholik bardzo trudno przyznaje się do swojej choroby i rzadko rozpoczyna leczenie. W jakim momencie ludzie decydują się na przyjście do centrum?

Zaprzeczenie choroby jest właściwe nie tylko alkoholikom, ale wszelkim osobom cierpiącym z powodu różnych uzależnień. Człowiek bardzo trudno przyznaje się do tego co z nim się dzieje. Alkoholik degraduje się na poziomie duchowości i z tego powodu nie wie w kogo się zmienia. Ciężko mu się przyznać, że stracił rodzinę, pracę, że nikt go nie kocha. Moje doświadczenie mówi, że alkoholik, aby przyznać się do alkoholizmu i by rozpocząć drogę ku wyzdrowieniu, musi osiągnąć swoje „dno”.

Co ma ojciec na myśli?

Anonimowi alkoholicy mówią, że każdy z nich ma swoje „dno”. Pewna kobieta obudziła się po upojeniu alkoholowym i zobaczyła, że straciła nogę. Przy okazji pobiła śmiertelnie mężczyznę – za ten czyn zagroziło jej 20 lat więzienia. Wówczas nastąpił moment pokajania i uświadomienia, że musi zmienić siebie i własne życie. Jeden z duchownych upił się na Paschę. Świadkami zdarzenia byli parafianie. To było jego „dno”. Pewnemu człowiekowi syn powiedział: „Nie jesteś dla mnie ojcem” – to był moment „dna” w jego życiu. Człowiek powinien ujrzeć swój brud, powinien zrozumieć, że jest obrzydliwy. W jego wnętrzu powinna pojawić się potrzeba pokajania.

Proszę opowiedzieć o przykładzie wyzdrowienia pacjenta dzięki programowi realizowanego w centrum prawosławnym.

Przyszła do mnie, do spowiedzi, kobieta. Była to typowa pracownica prestiżowej firmy. Powiedziała: „Jestem alkoholiczką. Mój mąż pił, ale umarł. Upijam się. Pomóżcie – umieram”. Doradziłem jej, by przystąpiła do grupy samopomocowej. Pomyślałem, że jest to mało prawdopodobne, by wyszła z choroby. Kobieta już dwa i pół roku nie pije. Uczestniczy w spotkaniach prawosławnej grupy trzeźwości. Przychodzi do mnie do spowiedzi. To cudowne.

Jakie cechy charakteru jej pomogły?

Szczerość. Przyznała się do swojego problemu. Od razu wypełniła moje zalecenia. Czasem bywa tak, że przychodzi człowiek i mówi: „Jestem gotowy by raz w miesiącu przychodzić do ojca, ponieważ na więcej nie mam czasu”. Należy przychodzić codziennie. W przeciwnym razie nic się nie zmieni, ponieważ taki człowiek nie jest gotowy do pracy nad sobą. Należy wszystko odrzucić i prosić Boga o wsparcie oraz opiekę.

Kto częściej przychodzi do centrum – alkoholicy czy członkowie ich rodzin?

Częściej przychodzą bliscy. Im też jest potrzebna pomoc. Naturalnie bliscy nie rozumieją tego, że mają styczność z chorym. Według nich alkoholik to zły, kłamliwy, niemoralnym człowiek. W centrum funkcjonują specjalne grupy dla współuzależnionych. Często przychodzą żony lub matki czyli osoby współuzależnione od alkoholu. Przezwyciężenie takiej sytuacji to proces złożony, wymagający rozwoju duchowego. Dewiza tej grupy brzmi: „Odsuń się z miłością”.

Dlaczego w tej sytuacji bliski powinien się usunąć?

Ponieważ nie należy przeszkadzać alkoholikowi w osiągnięciu swojego „dna”.

Czy książka „Stronice trzeźwienia” (wyd. Moskwa 2010) ojca autorstwa jest podobna do opracowań zachodnioeuropejskich tego typu?

To dziennik mający pomóc wychodzącym z uzależnienia od alkoholu. Każda strona dotyczy czczonego przez Cerkiew określonego świętego w danym dniu, czytań liturgicznych oraz cytatów z książek poświęconych przezwyciężeniu uzależnienia alkoholowego. W Europie Zachodniej są podobne dzienniki, ale ich zawartość ogranicza się do cytatów pochodzących z książek specjalistycznych, w których nie ma przymiotów duchowości. Z tego powodu „Stronice trzeźwienia” nie są podobne do analogicznych opracowań.

Na podstawie: pravmir.ru

Z języka rosyjskiego tłumaczył:
Stefan Dmitruk (Lublin)

Tekst za: nieupiwajemajaczasza.wordpress.com